poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-piąty ♥


Rozdział  czterdziesty-piąty
* Sophie *
Angelika otworzyła drzwi, weszła i tak głośno nimi trzasnęła, że zdołała mnie tym obudzić, chociaż spałam piętro wyżej. Spojrzałam na zegarek i była 3:15 nad ranem Gdy tylko zeszłam po schodach oznajmiła mi, że musi przez 3 dni zostać jeszcze w Londynie, i mam lecieć sama, a ona załatwi, aby jej bilet był ważny za 3 dni. 
- CO !? - wrzasnęłam zdenerwowana 
- Wybacz, ale Phil.. spotykam się z nim od dłuższego czasu, wtedy jak szłam "załatwiać parę spraw" szłam się z nim spotkać. Chce mnie przedstawić rodzicom i zaprosił mnie na imprezę - będą tam same gwiazdy .. sama rozumiesz, nie mogłam odmówić. Przylecę do Ciebie jak najszybciej się da- za trzy dni. 
- Ale czemu mi o nim wcześniej nie powiedziałaś? Nie ufasz mi czy co? 
- Nie, ale James ostatnio tak Cie zranił i nie chciałam Cie bardziej dołować, wybacz mi ! 
- No dobrze - powiedziałam zasmuconym głosem. 
- Chodź pomogę Ci się spakować, zawieziemy Cię z Philem na lotnisko i przy okazji zmienię ten mój bilet. 
- Ahh.. jasne. - powiedziałam wzdychając. 

No i co ja teraz będę robić sama na Malediwach? Yhh.. to tylko trzy dni. Ale to miał być NASZ wyjazd, kto wie czy ona przypadkiem nie zabierze ze sobą Phila.. Jakoś dam radę, pocieszałam się w myślach. Co nie zmienia faktu, że Angelika mi już chyba nie ufa. Co ona myślała, że będę chciała jej zabrać tego super Phila? No błagam.. - myślałam ironicznie 

Pakowałyśmy mnie przez jakąś godzinę, po czym poszłam się przebrać i ogarnąć a Angelika zrobiła śniadanie. Ubrałam się w <klik> . Po zjedzeniu śniadania, o 4:45 przyjechał ten cały Phil i zaniósł moją walizkę do samochodu. Weszłyśmy z Angeliką do jego czarnego, sportowego lamborghini. Oby dwie siedziałyśmy z tyłu, ale przez całą 10 minutową drogę panowała niezręczna cisza. 
- Ahh.. Brzydka pogoda w Londynie - jak prawie zawsze - westchnięciem przerwał tą ciszę Phil. 
- No wiesz, jest 5 rano, więc jest zimno, ale masz racje. - mruknęłam od niechcenia

I tak mniej więcej wyglądała nasza rozmowa. Nie chciałam w żaden sposób bliżej poznawać tego chłoptasia Angeliki. Miałam do niej okropny żal, do niego z reszta też, za "zabranie" mi przyjaciółki, niech zgadnę, że teraz już nie będzie miała dla mnie za dużo czasu.. cóż takie życie, nie mogę mieć jej tego za złe. Ma przecież prawo być szczęśliwa. Ja już siebie w ogóle nie rozumiem, ahh. 

Równo o 5:00 byliśmy już na lotnisku. Poszliśmy wspólnie ustalić co z tym biletem Angeliki i zmieniliśmy jej wylot na za 3 dni, ale oczywiście Phil wykupił bilet na ten sam lot. Nie będzie to już NASZ wyjazd, niestety.  Podziękowałam Philowi za odwiezienie, przytuliłam Angelikę na pożegnanie ( 3 dniowe, ale zawsze :D ) i taszcząc za sobą wielką walizkę poszłam poszukać miejsca odprawy. Odprawa przebiegła bez jakichkolwiek problemów, oddałam walizkę, potem przeszłam przez te bramki, i poszłam kupić sobie jakieś picie i kanapkę w tych lotniskowych sklepach. Popijając kawę i jedząc tą kanapkę przyglądałam się ludziom - rodzinom lecącym na wakacje, zakochanym parom i przyjaciołom  czułam się bardzo samotna, zupełnie tak jak wtedy, gdy byłam w domu dziecka. Pomyślałam, że zadzwonię do mojej mamy, znaczy tej która mnie adoptowała, oczywiście. Ale zaraz.. jest przecież przed 7:00 na pewno śpi. Ja to mam wyczucie czasu- pomyślałam. Uff..  dość tego zasmucania, przyleciał samolot i mamy już się ustawiać do kontroli biletów. Jako, że lecę pierwszą klasą zostałam wpuszczona jako jedna z pierwszych. Będąc już na pokładzie samolotu zamówiłam sobie szampana. Wypiłam ze dwa kieliszki, po czym włączyłam sobie muzykę i zasnęłam. Obudziłam się po 4 godzinach. Ahh jeszcze dwie - pomyślałam po czym włączyłam tableta, by wejść na Facebook'a i pogadać z kimś kogo jeszcze obchodzę. Dostępny był mój młodszy brat tj. syn mojej mamy adopcyjnej. Ma 14 lat i na imię Mike. 

- Ty nie w szkole? - zaczęłam 
- A wiesz, że jest coś takiego, jak informatyka, siostrzyczko.Czy w Tajlandii nie ma czegoś takiego? 
- Ta jasne, wiem. To, że pochodzę z Tajlandii, nie znaczy, że nie wiem co to informatyka. 
A wręcz przeciwnie - większość komputerów itd. Jest wyprodukowane w Azji :), inteligentny braciszku. :) - odpowiedziałam z przekąsem. 
- Ta jasne. 
- A co w domu? Jak tam mama?  
- Normalnie. W domu wszystko w porządku, tylko Alice..
- Co Alice? - zapytałam zaniepokojona. Alice to siostra Mike'a, ma 16 lat. Ona i Mike są jak moje młodsze rodzeństwo.
- Znowu wróciła do tego chłopaka ... - odpowiedział
- JAK TO !? - zapytałam. 
- No, normalnie.. rodzice nie wiedzą co zrobić. Mieli do Ciebie zadzwonić, nie powiedzieli Ci wcześniej, bo nie chcieli psuć Ci wyjazdu na Malediwy, z resztą wiedza, że masz teraz mnóstwo problemów. 
- Ah.. i bez tego mój wyjazd jest już popsuty. Od razu jak wrócę przyjeżdżam do Manchesteru, ok? 
- Tak, pewnie. Ciebie może się posłucha. Ty wiesz jak się z nią dogadać. Muszę lecieć, pa. Miłego wyjazdu :) ! 
- Paa - odpowiedziałam. 

Byłam kompletnie zdołowana.Na wyjazd, który miał mi poprawić humor po zdradzie chłopaka, lecę praktycznie sama, przyleci do mnie tylko potem przyjaciółka cała w skowronkach wraz ze swoim chłopakiem, w dodatku moja młodsza siostra wróciła do chłopaka, który ją kiedyś zmuszał do zażywania narkotyków, potem zdradził i zostawił. Pamiętam jeszcze jak płakała przez niego przez jakieś kilka miesięcy. No cóż.. spróbuję nie myśleć o problemach, może poznam kogoś nowego?

Tak się zamyśliłam, że nawet się nie obejrzałam, a już lądowaliśmy. Wyłączyłam tego tableta i zaczęłam ogarniać się, uczesałam włosy, włożyłam wszystko do torby i ludzie z pierwszej klasy w tym ja zaczęli wychodzić z samolotu. Przejechaliśmy limuzynami przez płytę lotniska, a gdy wyszłam z klimatyzowanego samolotu i szłam do tego samochodu poczułam wielkie uderzające ciepło i mocny, porywisty, lecz gorący wiatr. Tak, jestem wreszcie na Malediwach! - pomyślałam. 
Pierwsi dostaliśmy bagaże, i kilka innych limuzyn porozwoziło ludzi do różnych hoteli. W limuzynie zawożącej do mojego hotelu, oprócz mnie siedziało jeszcze tylko małżeństwo w wieku około 60 lat.. to zapowiada się super impreza z super ekipą! hahahahaha. Z tego co się dowiedziałam nazywają się Anne i Scott, pochodzą z Leicester i przylecieli na Malediwy, by uczcić 40 rocznicę ślubu. Nie ma co, umiem nawiązywać nowe przyjaźnie. Droga do hotelu zajęła jakieś 20 minut. Gdy dojechaliśmy nie wierzyłam własnym oczom. Recepcja, gdzie znajdowały się bary,stołówka itd. była ogromna, przeszklona i bardzo nowoczesna. O ile dobrze usłyszałam jest tam 5 basenów, w tym jeden podziemny połączony ze spa. Pomieszczenia w tym spa wyglądają tak: <klik!>, w dodatku na terenie hotelu jest wielki aqua park z 10 zjeżdżalniami i innymi atrakcjami. Po prostu jak w bajce. Dostałam kartę do dwuosobowego pokoju. Pokoje to były niewielkie, słomiane domki, rozmieszczone wzdłuż morza, mimo niewielkiego i niepozornego wyglądu w środku wydawały się wielkie i baaardzo nowoczesne. Domki są od siebie dość oddalone, gdyż jak to powiedział recepcjonista " dbają o komfort i prywatność wypoczywających ". Domki z zewnątrz: <klik!> i wewnątrz: <klik!>. Rozpakowałam się, ogarnęłam i przebrałam w bardziej letnie ciuchy. Ubrałam:  <klik!> po czym poszłam na obiad na stołówkę. Jadłam sobie spokojnie sama owoce morza, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich ramionach. 
- Cześć, śliczna! - powiedział wysoki brunet, o ciemnej karnacji i brązowych włosach. Tak jakoś dziwnie skojarzyłam go z tym jednym pedałem z One Direction, ale na żywo wydawał się być rzeczywiście ładny. 
- W czymś pomóc? - zapytałam oschle
- W zrozumieniu co tak piękna dziewczyna robi sama na Malediwach? - odpowiedział pytaniem na pytanie z łobuzerskim uśmieszkiem 
- Jeśli chce ci się wysłuchiwać długiej, nudnej i smętnej opowieści o tym jak zdradził mnie chłopak, miałam lecieć z przyjaciółką na Malediwy, ale poleciałam sama, bo znalazła sobie chłoptasia i o tym jak moja młodsza siostra znowu chodzi z chłopakiem, który wcześniej zmuszał ją do brania narkotyków, zdradził a potem rzucił i o tym jak w wieku 5 lat trafiłam do Tajlandzkiego domu dziecka, bo miałam matkę narkomankę i o tym  jak adoptowała mnie angielska rodzina, to zapraszam. - przedstawiłam się chyba z najsmutniejszej i najgorszej strony. 
- A ja mam na imię Zayn, miło mi. Chętnie wszystko wysłucham. A Tobie jak na imię, piękna?  - powiedział ze szczerym uśmiechem
- Sophie, miło mi - pierwszy raz od kilku dni się uśmiechnęłam, ale tak szczerze, czujecie to ? hahahah. 
- To może chodźmy na plażę?
- Jasne - powiedziałam po czym momentalnie wstałam. Zayn złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić. 
Gdy doszliśmy na plażę zauważyłam jak tu pięknie, aż w to nie wierzę. 

- A więc.. Mam na imię Zayn, mam pakistańskie korzenie, pochodzę z Bradford i mam taki zespół - One Direction, znasz może? - zapytał
- Znam i szczerze mówiąc nie przepadam, ale Ty wydajesz się być miły i przede wszystkim baaardzo ładny, a przede wszystkim po moich wypocinach o życiu nie uciekłeś gdzie pieprz rośnie, tylko jeszcze chciałeś ze mną gadać - zaśmiałam się. 
- Ty jesteś śliczna, Sophie. I wydajesz się być bardzo interesująca - uśmiechnął się znowu tym łobuzerskim uśmiechem, który bardzo mi się podoba. 
- Tak w ogóle co sprowadza Cię na Malediwy ? 
- A wiesz, może nie mam ostatnio tyle problemów co Ty, ale za to wraz z Louisem mamy już dosyć kłótni między Niall'em, Liam'em i dziewczyną Niall'a - Lexi. To jest już nie do wytrzymania.. 
- Rozumiem, ale skoro masz dość problemów innych, to po co chcesz ze mną rozmawiać ? - spytałam ściszając ton głosu
Nic nie odpowiedział, tylko uciszył mnie pocałunkiem. 
- Przepraszam.. ja nie chciałem - zaczął się jąkać 
- Nie masz za co przepraszać- powiedziałam po czym pocałowałam go jeszcze raz
Spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał: 
- Poszłabyś dziś razem ze mną i Lou do klubu ? Ma być fajna impreza karaoke 
- Jasne, chętnie poznam Louisa - uśmiechnęłam się 
Przeszliśmy się wzdłuż plaży, rozmawialiśmy przez jakieś 2 godziny, tematy do rozmów nam się nie kończą, w towarzystwie Zayna czuję się wspaniale i zapominam o wszystkim co nas otacza. 
Zayn odprowadził mnie do pokoju, okazało się, że mieszkami zaraz obok siebie. 
- Przyjdę po Ciebie o 20:00, ok? 
- Jasne, będę gotowa - zapewniłam.
Po czym przytuliłam go bardzo mocno, zamknęłam drzwi i zaczęłam się szykować na imprezę. 
________________________________________________________________________________

Co sądzicie? Troszkę mi zajęło napisanie go, i jest dość długi, następny będzie lepszy i będzie w nim mniej zasmucania Sophie. haha :D xoxo . 










niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-czwarty. ♥


Rozdział  czterdziesty-czwarty
* Roksana*
Obudziłam się, głowa strasznie mnie bolała a słońce powoli zachodziło. Wstałam, ale zakręciło mi się w głowie i  upadłam na ziemie, pomyślałam, że Harry pewnie się o mnie martwi więc postanowiłam wracać jak najszybciej. Znowu próbowałam wstać i udało mi się. Wzięłam torbę i zaczęłam iść do domku. Szłam tak szybko jak tylko mogłam choć było to trudne bo co chwile traciłam równowagę i ledwo co stałam na nogach. Po chwili stałam już pod drzwiami naszego domku, przeczesałam włosy, przetarłam oczy i weszłam do środka. Próbowałam stawiać ciche kroki tak żeby móc się ogarnąć zanim zobaczy mnie Harry, lecz on wyskoczył zza ściany.
- Gdzie ty  byłaś tak długo?
- No mówię ci, że się opalałam.- mówiłam lecz nie patrzyłam mu w oczy i ledwo co stałam o własnych siłach na nogach
- Przecież słońce już prawie wcale nie świeci.
- No bo..- i nagle poczułam jak zbiera mi się na wymioty
Pobiegłam szybko do łazienki i zwymiotowałam. Klęczałam przed ubikacją a Harry trzymał moje włosy. Kiedy już skończyłam przemyłam twarz i wyminęłam Harrego w drzwiach.
- Roksana co się dzieje? – powiedział ciepło, ale był trochę przerażony
- Nic, pewnie zjadłam coś nieświeżego.
Położyłam się do łóżka i myślałam o tym co zrobiłam na plaży. Czułam się już trochę lepiej i nie kręciło mi się już tak w głowie. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale już tak dawno nie brałam a miałam taką chęć.. od jednego razu nic nikomu się jeszcze nie stało, więc postanowiłam się tym nie przejmować. Bardziej martwiłam się o to czemu zwymiotowałam, nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się to po braniu, a przecież nic nieświeżego nie jadłam. Leżałam i patrzyłam się w ścianę.
- Idziesz na kolację czy źle się czujesz?- zapytał Harry
- Pójdę.
Uczesałam włosy, złapałam Harrego za rękę i poszliśmy na stołówkę. Szliśmy i nie odzywaliśmy się do siebie, nagle zobaczyłam jak ten chłopak który sprzedał mi to świństwo siedzi na murku. Musiał zobaczyć mnie pierwszy bo spoglądał w moją stronę i uśmiechał się, ja uśmiechnęłam się do niego, ale tak żeby nie zobaczył tego Harry. Kiedy go mijaliśmy dał mi do ręki jakąś małą karteczkę i uśmiechnął się, zacisnęłam mocno dłoń a później szybko schowałam ją do kieszeni. Po chwili byliśmy już na stołówce. Wzięłam co potrzebowałam do zrobienia sobie kolacji, Harry tak samo i usiedliśmy przy stole. Nie wiem czemu, ale między nami panowała taka dziwna cisza, inna niż taka że nie potrzebowaliśmy słów żeby się porozumieć, tylko taka niezręczna. Smarowałam dżemem kanapkę i nagle odezwał się Harry.
- Roksana co to był za chłopak, który tak szczerzył się w naszą stronę? Bo wątpię, że jakiś około dziewiętnastoletni chłopak cieszył by się na mój widok.
- Nie wiem, nie znam go.- i znowu nie patrzyłam mu w oczy
- Co się dzieje Roksana? Odkąd wróciłaś z tej plaży zachowujesz się dziwnie, nie rozmawiasz ze mną, nie patrzysz mi w oczy, wymiotujesz bez powodu…
- Nic się nie dzieję. Po prostu jak już mówiłam zjadłam coś nieświeżego i trochę się źle czuję.
- Yhm..
I to była nasza jedyna rozmowa którą przeprowadziliśmy podczas kolacji i powrotu do domu. Przypomniałam sobie o tej karteczce, którą dał mi ten chłopak. Poszłam do łazienki i przeczytałam co na niej piszę : Dziś o 23 robimy z znajomymi małą imprezkę, jak chcesz wpaść to przyjdź do tego miejsca gdzie się spotkaliśmy po raz pierwszy o 22:55. Będę czekał, przyjdź sama. Kiedy spojrzałam na zegarek była 22:33. Zastanawiałam się czy iść na tą ich imprezkę, ale pomyślałam że będą tam same ćpuny, a ja nie chciałam znowu popełnić tego samego błędu, który popełniłam dziś  popołudniu. Położyłam się do łóżka a Harry już powoli zasypiał. Leżałam i wpatrywałam się w zegarek stojący na szafce, która stała koło mojego łóżka. 22:44, 22:45, 22:46… 22:50. Nie mogłam zasnąć i przewracałam się z boku na bok.
- Harry śpisz?- powiedziałam szeptem
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc uznałam że śpi. Spojrzałam ponownie na zegarek 22:52. Nie mam co robić więc idę. Poszłam po cichutku do łazienki i przebrałam się w < klik >. Wyszłam z domu i zaczęłam biec jak najszybciej do miejsca gdzie miał czekać. Spojrzałam na zegarek 22:56, a ja jeszcze nie na miejscu. Nie byłam już daleko więc biegłam z całych sił do tego miejsca. Dobiegłam 22:59. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nikogo nie było. Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, strasznie się przestraszyłam. Zdjęłam czyjeś ręce z moich oczu i obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam tego chłopaka.
- Myślałem już, że nie przyjdziesz.- powiedział uśmiechając się
- Ale jestem.- odwzajemniłam uśmiech
- To chodźmy.
Zaczęliśmy iść dalej.
- A więc ile masz lat?- zapytał
- 18.
-Uuu.. to nieźle.- powiedział podgryzając wargę
- Yyyy… co w tym dziwnego?- powiedziałam patrząc na niego pytająco.
- To, że jesteś młodsza od nas wszystkich.
- Jakich wszystkich?- poczułam się jakby miał jakiś klub ćpunów
- No ode mnie i moich znajomych.
- Yhym… A wy ile macie lat?
- Różnie, ja mam prawie 20 i jestem najmłodszy nie licząc ciebie, a reszta ma po 21 lat.
- A jak masz na imię?
-Darby i pochodzę z Irlandii. A ty?
- Roksana, jestem z Polski.
- Oooo, 18 lat, z Polski. Takiej jeszcze u nas nie było.
- Zachowujesz się jakbym była jakimś eksponatem. Mieszkasz tu, czy jesteś tu na wakacjach?
- Mieszkam tu. – przyglądał mi się cały czas i uśmiechał się do mnie.
- Czemu?
- Nie miałem powodów by mieszkać w Irlandii więc postanowiłem zacząć nowe życie gdzieś indziej.
- I wybrałeś Melediwy?
- Tak, to mała spokojna wyspa.
- Rozumiem.
- A ciebie co tu sprowadza?
- Jestem z moim chłopakiem na wakacjach.
- Ahh.. szkoda.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Dobra jesteśmy na miejscu.
Byliśmy na małej plaży, jacyś ludzie rozpalili tam ognisko.
- Przedstawiam wam Roksanę.- powiedział do tych ludzi, najwyraźniej byli to jego znajomi.
- Alice- powiedział pokazując na dziewczynę w czerwonych włosach- Max, jej chłopak- pokazał na blondyna- Laura- pokazał na śliczną brunetkę- Irene- też brunetka ale już trochę brzydsza- Bob- brzydki, rudy chłopak-  Victor- niewiele ładniejszy- Tom- jakiś Emo- i Julie- pokazał na śliczną blondynkę.
Usiadłam koło Julie a Darby usiadł koło mnie. Wszyscy rozmawialiśmy i ogólnie wszyscy wydawali się w porządku. Usłyszałam wiele ciekawych historii każdego z nich i muszę powiedzieć, że niektórzy mieli naprawdę ciężko w życiu. Najbardziej polubiłam Julie, była bardzo sympatyczna, zabawna i dobrze mi się z nią rozmawiało. ‘ Na pobudkę’ jak nazwał to ten Victor i dał każdemu po puszce piwa. Biliśmy, śmialiśmy się i ogólnie było bardzo fajnie. Nagle Darby wyjął z kieszeni parę woreczków z tym białym proszkiem, których nienawidzę i dał każdemu. Wszyscy już wciągnęli nosem, ale ja zastanawiałam się czy to zrobić, patrzyłam na woreczek i myślałam.
- No weś Roksana, będzie ci lepiej.- powiedział ten paskudny Bob
Ja szybko wciągnęłam wszystko nosem, ale czułam się już dużo lepiej niż za pierwszym razem. Rozmawialiśmy jeszcze chwile i nagle ktoś wpadł na pomysł, żeby wykąpać się nago w oceanie. Wszyscy zrzuciliśmy ciuszki i pobiegliśmy do oceanu. Świetnie się bawiliśmy, pod wpływem alkoholu i narkotyków nie przejmowałam się niczym tylko chciałam dobrze się bawić. Chlapaliśmy się wodą i wygłupialiśmy, było naprawdę świetnie. Gdy zrobiło się nam zimno wyszliśmy i ubraliśmy się. Znowu siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy, było mi zimno więc Darby objął mnie ramieniem i siedzieliśmy tak długo aż nie zasnęłam w jego objęciach. 

_______________________________________________________________________


Dziękujemy wam za ponad 15 tysięcy wyświetleń, mam nadzieję, że podoba wam się jak piszę za Roksanę, jeżeli nie to mówcie :)



sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-trzeci. ♥


Rozdział  czterdziesty-trzeci
* Lexi *
Biegłam tak szybko jak mogłam, a osoba która za mną biegła wołała żebym się zatrzymała. Naoglądałam się jakiś filmów na faktach że jakieś zboczeńce zabijają dziewczyny i takie inne, więc nie miałam zamiaru się odwracać. Mimo mojego wysiłku byłam już zmęczona, biegłam coraz wolniej i wolniej. Nagle poczułam jak ten ktoś łapie mnie za ramię, odwraca do siebie, nadal nie widziałam kto to był. Ale kiedy zdjął kaptur zobaczyłam chłopaka około 19/20 lat. Brązowe włosy, oczy chyba niebieskie ( nie widziałam dokładnie), dużo wyższy ode mnie( ja mam tylko 1,69m) i muszę powiedzieć, że był niczego sobie. Serce biło mi jak oszalałe, miałam szeroko otwarte oczy i nie wiedziałam co robić, czekałam na to co on zrobi. Jednak on nic nie robił, stał i patrzył się na mnie.
- Hej- powiedział cicho, ledwo co to usłyszałam
-yyy…hej- odpowiedziałam, ale tak naprawdę nie widziałam co mówić, tak się bałam
- Sorki, pewnie cię przestraszyłem.- teraz mówił całkiem wyluzowany
- Przestraszyłeś? To mało powiedziane.- powiedziałam uśmiechając się
- Jeszcze raz przepraszam.
- No dobrze, a po co za mną biegłeś?- chłopak wydawał się sympatyczny
- Bo tak jakby nie mam gdzie spać- znowu mówił tak niepewnie- kumple mnie oszukali… długa historia.
- To może chcesz spać u mnie? – fakt, nie znałam go, nie wiedziałam czy to nie zabójca. Ale postanowiłam odegrać się na Niallu. On sobie sprowadza dziewczyny to ja przyprowadzę go, ale oczywiście nie w takim celu jak Niall zaprosił Kate..
- Jesteś pewna, że chcesz żebym spał u ciebie? Nawet mnie nie znasz.- powiedział i cały czas uśmiechał się
- Lexi.- wyciągnęłam rękę w jego stronę.
- Jack.- uścisnął moją dłoń, uśmiechnęliśmy się do siebie
- To co idziemy?
- Chodźmy, robi się późno.
Przez całą drogę rozmawialiśmy i poznawaliśmy się. Dowiedziałam się, że ma 19 lat, pochodzi z Los Angeles, od 3 lat razem z kolegami podróżuje po całych stanach, jego rodzice nie żyją no i ci jego koledzy oszukali go, wysadzili przy drodze i teraz nie ma się gdzie podziać. Nie żebym uważała się za jakąś gwiazdę, ale nie miał bladego pojęcia kim jestem, nawet nie wiem czy wie co to One Direction, no ale to już chyba nie możliwe. Rozmawiało się nam tak dobrze, że nim się obejrzałam byliśmy już pod hotelem. Zaczęłam  wchodzić po schodach do hotelu.
- Tu mieszkasz?- powiedział przyglądając się hotelowi ze szeroko otwartymi oczami
- A ty tu dziś śpisz.- powiedziałam uśmiechając się
Wjechaliśmy na górę. Wyjęłam kartę do pokoju, ale zanim otworzyłam drzwi zamknęłam oczy, bałam się co tam zastanę, czy nikogo czy Nialla i Kate.
- Coś się stało?- zapytał Jack, kiedy zobaczył że stoję z zamkniętymi oczami i trzymam kartę, to musiało śmiesznie wyglądać.
- Yyyy.. nie.- odpowiedziałam i otworzyłam drzwi.
W pokoju nie było nikogo, odetchnęłam z ulgą.
-Wow- powiedział pod nosem, chociaż ja zagregowałam tak samo jak zobaczyłam ten pokuj  
- No ja się pójdę wykąpać
- Ok.
Weszłam do łazienki i zakluczyłam drzwi za sobą. Tak, zachowałam się nie odpowiedzialnie zapraszając go do pokoju, ale co miałam zrobić? Zostawić go tam samego na drodze. Wzięłam szybki prysznic, założyłam piżamę (klik)  i wyszłam. Kiedy Jack mnie zobaczył zaczerwienił się i spojrzał w ziemię.
- Idziesz się kąpać?- zapytałam
- Tak idę.
- W łazience leży trochę męskich ciuchów więc weź sobie coś do spania. – ciuchy należały do Nialla, ale on mnie już nie obchodził.
Jack wszedł do łazienki, a ja korzystając z wolnej chwili weszłam na facebooka. Przeglądałam posty, było tam zdjęcie na którym Vicki całuje się z innym chłopakiem( to pewnie zabolało Nathana), jako że jestem i byłam fanką One Direction kiedyś ‘ Lubiłam’ dużo fanpage’dżów  poświęconym chłopakom, typu „ I love One Direction”. Na jednej z nich było zdjęcie, na którym Niall i Kate całowali się, podpisane było: Niall z jakąś dziewczyną( zdjęcie z dziś). Trochę mi szkoda tej Lexi naprawdę wydawała się fajna. Co o tym sądzicie? Szczerze nie wiedziałam co o tym myśleć, Niall cały czas kochałam, ale byłam na niego zła, a poza tym on nie kochał mnie, ale byłam szczęśliwa bo przeczytałam chociaż jeden pozytywny komentarz o mnie. Przeglądałam sobie tablice i nagle usłyszałam jak Jack wychodzi z łazienki, byłam miło zaskoczona bo był tylko w spodenkach do kolan i był bardzo umięśniony. Odłożyłam netbooka i podeszłam do niego.
- To jak śpimy?- zapytałam
- Ty śpij na łóżku, mi daj koc i poduszkę, będę spał na podłodze.
- Nie ma mowy!- powiedziałam oburzona.- jesteś moim gościem, ja prześpię się dziś na podłodze- powiedziałam biorąc poduszkę z łóżka i schyliłam się żeby położyć ją na ziemi, ale Jack wyrwał mi ją
- Nie, ja śpię na podłodze.
- Nie bo ja.- powiedziałam wyszarpując mu ją z rąk
- Ja. – i znowu mi ją zabrał
-Ja!- krzyknęłam zabierając mu ją
- To ja wezmę drugą poduszkę- powiedział i zrobił jak powiedział, teraz staliśmy przed sobą i oboje trzymaliśmy poduszki
- Widzisz?- położyłam poduszkę na ziemi, położyłam się na niej i udawałam że śpię- to ja śpię na podłodze.
Jack wziął mnie na ręce, kiedy już chciał położyć mnie na łóżko, otworzyłam oczy. Nasze twarze były bardzo blisko a my uśmiechaliśmy się do siebie. Jack położył mnie delikatnie na łóżko.
- Jesteś bardzo uparty wiesz?- powiedziałam siadając na łóżku
- Trudno.- powiedział układając poduszkę na ziemi
- Ale ja coś powiedziałam!- krzyknęłam i szybko zabrałam jego poduszkę i położyłam ją na łóżko.
- I ja też!- powiedział starając się zabrać mi poduszkę, ale ja mocno ją trzymałam, ustałam na łóżku i z całej siły ciągnęłam ją w moją stronę. Jack też wstał i też ciągnął poduszkę w swoją stronę. Nagle poduszka podarła się i zaczęły wylatywać z niej białe piórka. Ja wzięłam szybo drugą poduszkę i zaczęłam bić go nią( to była taka walka na poduszki ;). Jack energicznym ruchem wyrwał mi ją z rąk, położyłam się na łóżku i zasłoniłam rękoma głowę, on klęknął nade mną i wpatrywał się we mnie uśmiechnięty. Białe piórka cały czas spadały powoli na ziemię a my uśmiechaliśmy się do siebie.
- Wygrałem.- powiedział schodząc ze mnie i siadając na łóżku
- Następnym razem to ja wygram.- powiedziałam siadając koło niego.
- Jaką dostanę nagrodę?- zapytał uśmiechając się łobuzersko
- Taką. – powiedziałam całując go w policzek, nie odsuwałam twarzy od niego. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, piórka leciały z góry. Mieliśmy się już pocałować kiedy usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Momentalnie odsunęłam się od niego i wstałam żeby otworzyć drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam Nialla trzymającego duży bukiet czerwonych róż.
- Lexi…- powiedział cicho- rozmawiałem z Liamem i wiem że powiedział ci prawdę, ale kiedy pomyślałem że mogę cię stracić…- ja cały czas patrzyłam na niego pustym wzrokiem i słuchałam- przepraszam Lexi- wzięłam bukiet róż i powąchałam go- Kocham cię Lexi.- znowu spojrzałam na niego i serce mówiło mi tylko jedno
- Ja też cię kocham Niall.- powiedziałam przytulając go.
Staliśmy w uścisku, ale przypomniało mi się że mam gościa. Odeszłam od niego, otworzyłam drzwi i pokazując na Jacka powiedziałam.
- Niall poznaj Jacka, mojego nowego przyjaciela. – Niall spojrzał na mnie pytająco, ale po chwili ze sztucznym uśmiechem podszedł do niego i podał mu rękę.
- Miło mi cię poznać Jack.
- Mi ciebie też Niall.
Ja stałam w drzwiach i było mi strasznie głupio, ponieważ nie dość że tak po prostu wybaczyłam Niallowi chociaż na to nie zasłużył to jeszcze Niall musiał czuć się głupio, przecież przyszedł do swojego pokoju a tam jakiś obcy chłopak w jego spodenkach i na dodatek wszędzie leżą białe piórka z kołdry.
_______________________________________________________________________

Jak coś następny będzie z Roksaną :)
Następny dodamy jak będzie 10 komentarzy :D