czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział czterdziesty-dziewiąty. ♥


Rozdział  czterdziesty-dziewiąty 
*Lexi*

Jack znał doskonale Los Angeles więc wiedział gdzie iść. Szliśmy w stronę tego skateparku i rozmawialiśmy. Po jakiś 15 minutach drogi doszliśmy na miejsce ( wyglądało tam mnie więcej tak klik) . Było tam pełno osób jeżdżących na deskorolkach, przeważnie byli to chłopacy. Szłam za Jackiem a on szedł w stronę swoich znajomych. Z każdym się przywitał i uścisnął dłoń, było to 3 chłopaków mniej więcej tego samego wieku, około 19 lat. Chłopacy rozmawiali, połowy z tego co mówili w ogóle nie rozumiałam, mówili z dziwnym akcentem i używali jakiś zdrobnień. 
- A co to za jedna?- zapytał jeden z tych kolegów Jacka pokazując na mnie
- Koleżanka.- odpowiedział mu Jack
- Koleżanka?- zapytał znowu ten sam, przygryzał wargę i przyglądał mi się, ale ja tylko " zmierzyłam go wzrokiem"
- Tak, jestem Lexi.- powiedziałam uśmiechając się do Jacka.
- Miło mi cię poznać, Chris.- powiedział i podał mi rękę ten chłopak, który mi się przyglądał.
- Mark.- podszedł i podał mi rękę drugi z nich
- Matt.- zrobił to samo trzeci z nich
- A więc Jack, nigdy nie mówiłeś mi że masz taką ładną koleżankę.- powiedział Mark
- Oj dajcie spokój chłopacy, nie wiecie gdzie mógłbym przenocować?- powiedział Jack
- Hmm.. Dziś mógłbyś przenocować u mnie bo siostra pojechała gdzieś.- powiedział Matt
- Ok, o resztę będę martwił się później.- powiedział Jack- A co tam słychać u Meg?
- Żeby nie była to moja siostra wywaliłbym ją z domu, ciągle sprowadza jakiś znajomych i jeszcze podobno zaszła w ciąże.- odpowiedział mu poirytowany Matt.
- Yyy... chłopacy nie żebym chciała wam przeszkadzać, ale ja już będę powoli szła.- powiedział i kiwałam im na pożegnanie
- Daj spokój Lexi, zostań z nami. Pojeździmy czy coś?- wtrącił Jack
- Na tym?- pokazałam gestem głowy na deskorolkę leżącą na ziemi na co Jack potrząsnął twierdząco głową- ale ja nie mam bladego pojęcia o jeździe na deskorolce. 
- To nie szkodzi, nauczymy cię.- puścił mi oczko Chris.
- Napewno chce wam się uczyć takiego niedorajdę jak ja?- zapytałam
- No nie marudź tylko chodź.- powiedział łapiąc mnie za rękę Jack
Pierw poszliśmy do jakiegoś gościa który dał nam dwie deskorolki a potem próbowałam jeździć po prostej powierzchni, niby takie nic ale jak dla kogoś kto nigdy nie miał do czynienia to nie jest łatwe. Po jakieś godzinie jeździłam już dość szybko bez pomocy nikogo. 
- Szybko się uczysz.- uśmiechnął się do mnie Jack
Ja uśmiechnęłam się do niego i poszłam na jakieś najmniejsze wzniesienie. Złapałam deskę pod ramię i dumnym krokiem szłam w stronę tego wzniesienia, po drodze wszyscy przyglądali mi się uważnie i z małym niedowierzaniem, no wkońcu od godziny jeżdżę na deskorolce a idę już na przeszkody. Kiedy byłam już przed wzniesieniem położyłam deskorolkę na ziemię i chcąc się rozpędzić zaczęłam jechać w stronę wzniesienia, skupiłam się maksymalnie i bez większego problemu przejechałam przez nie. Wszyscy czterej chłopacy bili mi brawo i śmiali się.
- No co?- zapytałam uśmiechając się do nich i podniosłam deskę z ziemi.
- Nic, nic ale zobacz to.- powiedział Jack
Wskoczył na deskę i szybko jeździł po największych wgłębieniach w całym skateparku, przy czym robił jakieś triki. Kiedy skończył zatrzymał się przede mną, wziął deskę do ręki. Ja wciąż miałam minę : Wooow !
- A co powiesz na to?- zapytał uśmiechając się
- Kiedyś będę tak umiała.- odwzajemniłam uśmiech
- No nie wiem, wiesz... ja jestem mistrzem.- cały czas się uśmiechał
- To ja będę mistrzynią!- powiedziałam 
Weszłam z powrotem na deskę i pojechałam na niej. Jeździłam po coraz większych wzniesieniach i postanowiłam pojechać na małe wgłębienie. Jack z deską w ręce chodził za mną i uważnie przyglądał się każdemu ruchowi. Jechałam bardzo szybko w stronę wgłębienia. Zdążyłam tylko usłyszeć jak Jack krzyczy : Stop! , a poczułam jak się przewracam. Leżałam na ziemi z zamkniętymi oczami i muszę przyznać, że strasznie bolała mnie noga.
- Lexi, otwórz oczy.- usłyszałam głos Jacka, kiedy je otworzyłam zobaczyłam jak się nade mną pochyla.- Nic ci nie jest?- zapytał
- Nie wszystko w porządku.- podał mi rękę żeby pomóc mi wstać
- Następnym razem musisz zwolnić zanim będziesz znowu chciała wjechać w to wgłębienie.- powiedział podśmiewając się.
- Bardzo śmieszne.- powiedziałam obrażonym tonem i otrzepywałam się
- Upsss... to kolano nie wygląda dobrze.- kucnął przede mną i przyjrzał mu się- Trzeba je opatrzyć.
- Jest aż tak źle?- zapytałam siadając na ziemi.
- Poczekaj tu chwilę, zaraz przyniosę apteczki z wypożyczalni deskorolek.
- Dobrze, poczekam.
Siedziałam chwilę i modliłam się w myślach żeby przyszedł jak najszybciej bo leciała z niego krew i strasznie bolało. Na szczęście po chwili przyszedł z apteczką. Opatrzył mi kolano i zabandażował je. Wstałam z ziemi oczywiście przy jego pomocy.
- Ja będę się zbierać. - powiedziałam
- Odprowadzę cię.
- Przestań, wiem jak wrócić do hotelu.
- To ty przestań.- powiedział uśmiechają się, lubiłam się z nim przekomarzać
- Chłopacy ja niedługo wracam, idę odprowadzić Lexi do domu.
- Ok, paaa!- pokiwali mi na pożegnanie koledzy Jacka
Szliśmy w stronę hotelu i jak zwykle nie brakowało nam tematów. Doszliśmy do hotelu, ale ja zatrzymałam się.
- Jack możliwe, że ostatni raz się widzimy...- powiedziałam smutnym tonem
- Jak to ostatni?- zapytał zdziwiony
- Przecież wiesz, że mieszkam w Londynie.
- A no tak..
- A więc niedługo wracam.
- Czy mógłbym wziąć chociaż twój numer telefonu?- zapytał
- Oczywiście. Tylko nie mam długopisu...
- Chodź weźmiemy z recepcji.
Poszliśmy do recepcji poprosiłam o długopis, napisałam Jackowi swój numer telefonu na ręce, oddałam długopis do recepcji.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy Lexi. - powiedział,a ja poczułam jak pojedyncza łza spływa mi po policzku, Jack szybo ją wytarł.
- Ja też, jestem tego pewna.- uśmiechałam się przez łzy
- Dziękuję ci bardzo za to, że mogłem u ciebie przenocować. Jesteś wspaniałą przyjaciółką.
- Nie ma za co.- powiedziałam próbując opanować łzy i mocno się w niego wtuliłam
- Będę tęsknić.- powiedział
Staliśmy tak w uścisku przez dłuższą chwilę.
- Lexi, muszę iść. Chłopacy pewnie na mnie czekają.- powiedział zwalniając uścisk, ja przetarłam ręką oczy.
- Pozdrów ich ode mnie.- znowu uśmiechałam się przez łzy po myśl, że już nigdy nie zobaczę Jacka była nie do wytrzymania, zdążyłam go bardzo  polubić.
- Dobrze pozdrowię, spodziewaj się telefonu ode mnie.- powiedział i trzymał mnie tylko za rękę
- Żegnaj.- powiedziałam a łzy dalej płynęły po moich policzkach
- Nie płacz, nie długo się zobaczymy.- powiedział i poszedł
Ja pokiwałam mu jeszcze a on uśmiechnięty mi od kiwał. Przetarłam oczy i windą pojechałam na górę do pokoju. W windzie trochę się ogarnęłam. Kiedy zapukałam do mojego pokoju nikt nie otworzył, postanowiłam sprawdzić w pokoju chłopaków. Kiedy zapukałam odezwał się Liam: Proszę wejść. Kiedy weszłam do środka zobaczyłam jak Liam siedzi na łóżku, a twarz schowaną ma w rękach, wyglądał na smutnego. Usiadłam koło niego.
- Co się stało?- zapytałam
- Louis i Zayn wyjechali.- powiedział smutny
- Czemu? Po co? Gdzie?- byłam trochę przestraszona
- Stwierdzili, że mają dość naszych kłótni a skoro i tak nie mamy żadnych koncertów to wolą wypocząć. W skrócie pojechali na Melediwy.
- Do Harrego i Roksany?
- Nie, do innego hotelu.
- Przepraszam, że przeze mnie wyjechali, wkońcu to ja jestem powodem kłótni, łatwiej było by wam beze mnie...
- Nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina, że Niall to idiota.
- Tak to straszny idiota.- Liam spojrzał na mnie pytająco
- Idiota?
- Debil! Nawet gorzej.. po prostu jest już dla mnie nikim i nich idzie do swojej Kate.
- Myślałem, że mu wybaczyłaś.
- Też tak myślałam, myliłam się. Nie potrzebnie mu wybaczałam.- odpowiedziałam 

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział czterdziesty-ósmy. ♥


Rozdział  czterdziesty-ósmy 
*Sophie*

Szykowałam się do wyjścia z Zaynem i Louisem, gdy spojrzałam na zegarek była 19.30. Spokojnie mam jeszcze  30 minut- pomyślałam. Ubrałam się w <klik!> i gdy kończyłam już układać włosy, ktoś zadzwonił do drzwi. To był Zayn ubrany w : <klik!> , miał jeszcze bejbolówkę i na kilometr czuć było jego markowe, na pewno drogie perfumy, których zapach bardzo mi się podobał. 
- Pięknie wyglądasz, jak zawsze z resztą - powiedział z tym swoim łobuzerskim uśmiechem, który uwielbiam. Po czym bardzo mocno mnie przytulił. 
- Ty też wyglądasz niczego sobie - powiedziałam z uśmiechem. 
- No to gdzie idziemy? I gdzie jest Louis? - zapytałam
- Do takiego małego baru na plaży. Jest na prawdę blisko hotelu, a Louis będzie czekał na miejscu bo nie mógł usiedzieć 5 minut na  dupie bez picia jego ulubionego drinka - zaśmiał się
- Okej, to chodźmy - powiedziałam zamykając drzwi moją kartą hotelową. 
Zayn objął mnie jedną ręką w talii i poszliśmy w kierunku baru. Jak się okazało był zaraz obok hotelu. Bar, a raczej budka z barem, krzesełkami i malutką sceną dla różnych komików, i ludzi chcących spróbować swoich sił w konkursie karaoke był otwarty na plażę, której kawałek należący do baru był pięknie udekorowany kolorowymi lampionami i pochodniami. Było pięknie. Akurat była 20.15 i zaczęło zachodzić słońce, więc widok był jeszcze piękniejszy. 


- Dobrze, że wzięłam aparat, może porobimy jakieś zdjęcia? - spytałam
- Jasne - odpowiedział 
- Interesujesz się fotografią? - zapytał, gdy zobaczył, że wyciągam wielką lustrzankę. 
- Troszeczkę- powiedziałam speszona
- Może zrobisz mi potem jakieś zdjęcia? Wiesz mogę być Twoim modelem - powiedział z zawadiackim uśmiechem 
- Jasne, ale może ty w zamian mnie narysujesz, słyszałam, że podobno pięknie rysujesz. Tak przynajmniej mówiła moja przyjaciółka- Wasza wielka fanka. 
- No czy ja wiem.. takie tam bazgroły- powiedział skromnie. - Ale oczywiście narysuję Twój portret, to będzie czysta przyjemność. 
Po zrobieniu paru zdjęć zachodu słońca, przy czym nie obyło się bez głupkowatych, lecz zabawnych  tekstów Zayna, zapytałam: 


- A gdzie w końcu jest Louis ? - byłam poddenerwowana tym co może się z nim dziać
W tym samym momencie do baru wszedł Lou ubrany w <klik!> z jakaś dziwkowatą blondynką niczym z "Ekipy z New Jersey ". Blondynka miała na imię Kimberly i jak się domyślałam nie miała ciekawej osobowości, delikatnie mówiąc. Zayn zaczął się śmiać na cały ten malutki bar, bo widok nachlanego Louisa chwiejącego się na nogach i zataczającego kręgi w celu dojścia do baru po kolejne drinki i idącą za nim równie chwiejnym krokiem blondynki, której prawie widać cały tyłek i zawartość stanika jest na prawdę zabawny. 
- Louis dla Ciebie chyba impreza się skończyła - powiedział Zayn próbując opanować śmiech 
- Niee.. skądże. A tak w ogóle to bardzo miło Cię poznać, Sophie, tak ? - skierował te słowa do mnie. 
- Tak, Sophie. Miło Cię poznać Louis- uśmiechnęłam się opanowując się od śmiechu 
Zayn pociągnął w tym momencie Louisa do siebie i złapał go pod ramię, wtedy spojżał się na mnie z wyraźną prośbą o pomoc, więc chwyciłam Lou za drugie ramię i wspólnie odprowadziliśmy go do ich domku. Gdy Lou już zasnął w domku chłopaków poszliśmy z Zaynem z powrotem do baru. Zamówiliśmy drinki i usiedliśmy przy barze. 
- Przepraszam za takie okoliczności poznania jednego z moich "zupełnie normalnych " przyjaciół - powiedział ze słodkim uśmiechem 
- Nic się nie stało, to nie Twoja wina, każdy musi się kiedyś porządnie nachlać - zaśmiałam się 


Pocałowałam go, tym razem ja jego, a nie on mnie. Drugi pocałunek był równie miły jak ten pierwszy, uwielbiam Zayna, jest dla mnie kimś wyjątkowym. Spojrzałam na telefon, była równo północ na Malediwach. Miałam jedną wiadomość była od mojej mamy: " Córeczko błagam Cię zadzwoń do Alice! Uciekła z domu chyba z tym swoim chłoptasiem, od nas nie odbiera, tylko wysyła nam sms'y, że chce rozmawiać tylko z Tobą ! Proszę Cię Sophie! ". Miałam jeszcze 5 nieodebranych połączeń od Mamy i 6 nieodebranych połączeń od Alice. Postanowiłam do niej jak najszybciej zadzwonić, gdyż w Angli była inna, wcześniejsza godzina. 
- Co się stało ? - zapytał zaniepokojony Zayn. 
- Moja siostra.. Muszę do niej zadzwonić. - zaczęłam majaczyć.
- Ah tak. Opowiadałaś o niej, stało się coś poważnego? 
- Uciekła z domu.. szukają jej. Nikt nie wie gdzie ona jest i co się z nią dzieje. 
- Dzwoń jak najszybciej ! Może pójdźmy w cichsze miejsce? - zapytał widząc, że ktoś zaczyna śpiewać jakaś rockową piosenkę. 
- Yhym. - kiwnęłam głową pośpiesznie wyszukując numeru Alice. 
Po długiej ponad godzinnej rozmowie okazało się, że była w swojej ulubionej kryjówce niedaleko lasu. Rodzice ją znaleźli, całą zakrwawioną, gdyż podcięła sobie żyły, ale zawieźli ją do szpitala i już czuje się lepiej. Jak się okazało ten jej chłopak ją zostawił i wyzwał od najgorszych. Rodzice zapewnili, że dadzą sobie radę i nie muszę przyjeżdżać teraz, więc przyjadę do nich po przyjeździe z Malediwów. Alice przepraszała mnie za to, że zepsuła mi wakacje. Na co ja odpowiedziałam, że nic się nie stało i , że poznałam dwóch z pięciu jej idoli, czyli Zayna i Louisa, a Zayn obiecał jej, że odwiedzi ją razem ze mną po powrocie. Była już 5 nad ranem, a my jeszcze nie spaliśmy, jednak sprawa z Alice była na prawdę długa i wyczerpująca, lecz na całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło. 
- Przepraszam Cię, Zayn - powiedzialam, gdy szliśmy w stronę domków. 
- Nie masz za co. 
- Ależ mam. Jak widzisz ile ja mam problemów, jeszcze chcę Ci się ze mną zadawać? 
- Oczywiście, zawsze będę chciał się z Tobą zadawać i pomagać Ci w rozwiązywaniu tych problemów, skarbie. - zatrzymał się i spojrzał mi głęboko w oczy 
- Ale musisz coś dla mnie zrobić..
- Co takiego ? - zapytałam 
- Mogę dziś spać u Ciebie w domu? Bo wiesz Lou jak się napije, to strasznie chrapie i wiesz.. - zaczął sie tłumaczyć
- Jasne - odpowiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go. 


Gdy byliśmy już przy domkach ja otworzyłam swój, weszłam i zaczęłam się przebierać, a Zayn poszedł do swojego domku po rzeczy. Za kilka minut wrócił kiedy ja już leżałam z łóżku. Poszedł do łazienki i się przebrał. Wrócił w śmiesznej piżamie ze Spiderman'em. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Całą noc ( tj. 3 godziny od 6 rano do 9 ) przegadaliśmy o muzyce, fotografiach, rysunkach Zayna, jego zespole, moim i jego dzieciństwie o naszym rodzeństwie, rodzicach itd. Zasnęliśmy około 9.00 wtuleni.  Ta 11 o której trzeba ostatecznie iść na śniadanie wydawane do 11:30 przyszła bardzo szybko. 

Wstaliśmy o 11:00 wtedy Zayn w epickiej piżamie Spider Man'a poszedł do swojego domku, a ja zaczęłam się szykować. Wykąpałam się, umyłam włosy i w trakcie mycia zębów włączyłam telewizję, a tam oczywiście- One Direction! Ale tym razem, nie pomyślałam sobie " piątka pedałów" tylko ucieszyłam się na ich widok. Ubrałam się w: <klik!> , spięłam włosy w luźnego koka i zrobiłam sobie kreski eye-liner'em. Zayn przyszedł po mnie. Ubrany był w: <klik!>    
- Lou chyba dziś nie wstanie nawet na kolację  - zaśmiał się
- Po wspaniałym wieczorku z Kimberly to ja się mu nie dziwię.

Po śniadaniu postanowiliśmy pójść na plażę i po długich namowach Zayn zgodził się, abym zaczęła uczyć go pływać, więc szybko przebrałam się w <klik!> i poszłam do domku chłopaków po bardzo wystraszonego Zayna. 

__________________________________________________________________

co sądzicie? problemy Sophie już powoli się rozwiązują, więc potem będzie już tylko pozytywniej :) trochę skróciłam rozmowy i dialogi bo pisałabym go w nieskończoność. ; D 

jak będzie 10 komentarzy, to Angelika doda kolejny rozdział bodajże z Lexi. xoxo 


sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-siódmy. ♥


Rozdział  czterdziesty-siódmy
*Roksana *
Obudziłam się, leżałam w objęciach Darbiego a słońce mocno świeciło. Wszyscy spali w dziwnych pozycjach, niektórzy mieli puszki w rękach, ognisko tylko leciutko dymiło. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Chciałam już wstać na nogi kiedy poczułam jak Darby łapie mnie za rękę
- Idziesz już?- powiedział uśmiechając się
- Taaak- powiedziałam nieśmiało- czas na mnie.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy
- Ja też.
- Podasz mi swój numer telefonu?- zapytał sięgając do kieszeni po telefon.
Kiedy go wyjął podałam mu swój numer, pożegnałam się i poszłam. Nie do końca wiedziałam którędy iść do domu, ale nie mogłam poprosić Darbiego żeby mnie odprowadził. Szłam trochę krzywo bo po wczorajszej ‘ imprezce ‘ źle się czułam i bolała mnie głowa. Bo dłuższych staraniach doszłam do miejsca gdzie pierwszy raz się spotkaliśmy, ten pamiętny murek. Wiedziałam, że stąd już z łatwością dojdę do domku, tylko bałam się co powiedzieć Harremu. Co jeśli mnie szukał? Powiem mu, że nie mogłam spać i poszłam się przejść na plażę, a tam zasnęłam. Hm… to wydaje się nienajlepsze wytłumaczenie, ale Harry powinien w nie uwierzyć, tak naprawdę była to przecież prawda tylko bez szczegółów. Doszłam do domku, zanim weszłam do domu ręką przeczesałam włosy, wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka.
- Roksana gdzie ty byłaś?!- krzyknął Harry kiedy tylko weszłam
- Yyy…no bo w nocy nie mogłam zasnąć no i poszłam na plaże, położyłam się na piasku żeby popatrzeć w gwiazdy a później zasnęłam.- powiedziałam nie patrząc mu się w oczy i co chwilę jąkając
- Oj Roksana- podszedł i mnie przytulił- tak się o ciebie martwiłem…
- Nie potrzebnie- uniosłam głowę do góry, uśmiechnęłam i patrzyłam się mu w oczy
- Roksana ja zawsze będę się o ciebie martwił- odwzajemnił uśmiech- do głowy przychodziły mi same najgorsze myśli
- Oj Harry, Harry- wtuliłam się w niego ponownie
Staliśmy tak wtuleni w siebie i staliśmy, nagle poczułam jak robi mi się niedobrze i pobiegłam do łazienki, znowu zwymiotowałam. Harry poszedł za mną i stał oparty o futrynę od drzwi łazienki.
- Roksana może pójdziesz do lekarza bo już drugi raz zwymiotowałaś.- powiedział smutno
- Jak wrócimy do Londynu bo tu strasznie dużo zapłacimy.- powiedziałam myjąc twarz
- A jeśli rozchorujesz się jeszcze bardziej?
- Nie rozchoruję się.- uśmiechnęłam się do niego, on uśmiechnął się do mnie ale wymuszonym uśmiechem
- Oby.- powiedział wychodząc z łazienki
Kiedy wyszedł zamknęłam drzwi za sobą i zrobiłam sobie kąpiel. Wykąpałam się, ubrałam w klik, zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam włosy. Podczas wykonywania tych czynności myślałam nad propozycją Harrego. Może faktycznie poszłabym do lekarza, ale tak żeby nie wiedział? Jeśli coś by mi było chciałabym sama mu o tym powiedzieć. Wyszłam z łazienki, była godzina 12:30.
- To co idziemy na obiad Roksana?- zapytał Harry
- Tak, jestem troszkę głodna.
Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy na stołówkę. Całą drogie rozmawialiśmy i śmialiśmy się, szczerze to brakowało mi przez ostatnie dni tego Harrego, który cały czas się śmieje i z którym jest mi tak dobrze. Kiedy doszliśmy do miejsca gdzie zeszłej nocy siedział Darby i dał mi tę karteczkę trochę się przestraszyłam, że tam będzie ale na szczęście nie było go tam. Rozglądałam się dokoła dla pewności czy go tam nie było.
- Czegoś szukasz?- zapytał Harry.
- Nie, tak tylko się rozglądam.
Doszliśmy do stołówki, wzięliśmy jedzenie i usiedliśmy przy stoliku. Rozmawialiśmy tak jak kiedyś, zanim zaczęły się moje problemy, tak jak za czasów kiedy się poznaliśmy, cały czas mieliśmy jakiś temat do rozmowy.
Zjedliśmy i wróciliśmy do domku. Położyliśmy się na łóżku a wiaterek leciutko powiewał przez duże, otwarte okno.
- Co dziś robimy? -zapytałam
-Mam dla ciebie niespodziankę.
- Ok.
- To chodźmy- wstał z łóżka, złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
Szliśmy krótko kiedy Harry kazał zamknąć mi oczy i zasłonił mi je rękoma. Szliśmy jeszcze chwilę kiedy poczułam, że jesteśmy na plaży, a już chwilkę byliśmy na jakimś pomoście.  Nagle Harry zdjął swoje ręce z moich oczu, ale ja cały czas miałam je zamknięte.
- Możesz je otworzyć- powiedział podśmiewując się
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że stoimy na jakimś pomoście przy którym stoi jacht. Harry złapał mnie za rękę, a ja nic nie mówiłam bo byłam całkowicie zaskoczona.
-Proszę- powiedział Harry pomagając wsiąść mi na ten jacht
Uśmiechnęłam się do niego i weszłam a Harry wszedł zaraz za mną. Jakiś gościu wszedł na pokład i kierował tym jachtem, a my z Harrym usiedliśmy się przy dziobie, popijaliśmy szampana i siedzieliśmy przytuleni. Po chwili zaczęliśmy się całować, Harry położył mnie na kocu na którym siedzieliśmy i dalej całował, ale ja szybko wstałam bo przecież koleś który kierował wszystko widział. Odpłynęliśmy już dosyć daleko a wraz z Harrym tańczyliśmy do piosenki : Justin Bieber- All around the world. Tańczyliśmy i wygłupialiśmy się. Nagle ten koleś powiedział coś do Harrego, nie słyszałam co a ten uśmiechnął się do niego. Harry podszedł do mnie, złapał za rękę i podszedł do krawędzi jachtu.
-  To co skaczemy?- powiedział uśmiechając się
- Czekaj muszę zdjąć ciuchy!- powiedziałam szybko się rozbierając do stroju kąpielowego, Harry zrobił to samo
- No to skaczemy!- Harry wziął mnie na ręce i z rozbiegu skoczył do wody
Woda była ciepła, a po chwili byliśmy już nad wodą, całe szczęście że bardzo dobrze umiem pływać. Zaczęliśmy się wygłupiać i chlapać wodą. Kiedy ten facet wołał nas żebyśmy weszli   z powrotem  akurat przerwał nam pocałunek, ale jak mówił, weszliśmy. Harry podał mi ręcznik i wziął jeden dla siebie, wycieraliśmy się. Zaczęliśmy zawracać, a Harry zszedł pod podkład po coś. Kiedy wyszedł niósł sprzęt do nurkowania.
- Chcesz nurkować?- zapytałam uśmiechnięta
- Zawsze o tym marzyłem.- powiedział odkadzając wszystkie rzeczy
- Ja też.- musnęłam jego usta
Zszedł jeszcze raz z piankami do nurkowania i butlami z tlenem. Ten ‘ koleś’ zatrzymał jacht i pomógł nam dobrze wszystko ubrać. Kiedy byliśmy już gotowi wskoczyliśmy pod wodę. Zanurkowaliśmy niżej i zobaczyliśmy piękne dno, na około pływało pełno przedziwnych ale ciekawych ryb. Harry robił zdjęcia a ja przyglądałam się wszystkiemu i pozowałam z Harry do zdjęć. Pod wodą było po prostu wspaniale, na pewno nigdy nie zapomnę tego widoku. Niestety po jakimś czasie musieliśmy wracać na jacht, z niechęcią wypłynęłam nad powierzchnię wody i weszłam na pokład razem z Harrym.  Zdjęliśmy cały sprzęt i pianki.
- I jak ci się podobało?- zapytał Harry
- Było wspaniale!- pocałowałam go- dziękuję.
Jacht płynął już z powrotem a my opalaliśmy się.
Kiedy już dopłynęliśmy pożegnałam się z Harrym mówiąc, że chcę iść sama przejść się po wyspie, on powiedział że będzie w pokoju. Tak naprawdę postanowiłam iść do lekarza.
Poszłam do recepcji i zapytałam gdzie mogła bym iść do jakiegoś lekarza, pani wskazała mi drogę. Na szczęście był on niedaleko od recepcji. Kiedy byłam już u lekarz przypomniało mi się, że nie wzięłam żadnych swoich dokumentów. Zapukałam do drzwi, po chwili z gabinetu weszła brunetka, wyglądała na 30 lat.
- W czym mogę pomóc?- zapytała
- Ostatnio wymiotuję i nie wiem co mi jest.
- Proszę wejść.- powiedziała i zaprosiła mnie gestem ręki do środka.
Powiedziałam jej, że nie mam swoich dokumentów, ale ona zapisała sobie podstawowe informacje o mnie i postanowiła zrobić mi jakieś badania. Zrobiła ich dosyć sporo i kazała przyjść później po wyniki, a o której powie mi jak zadzwoni.
Szłam spacerkiem do pokoju i usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam tą dziewczynę, którą poznałam wczoraj wieczorem Julie.
-Hej Roksana!- zawołała radośnie
-Hej, co ty tu robisz?
- Nic, szłam sobie i zauważyłam ciebie.
- Aha.- ja szłam dalej do domu a ona szła koło mnie
- A więc jak się czujesz po wczorajszym?
- Było nienajlepiej ale teraz jest już lepiej. A ty?
- No wiesz, ja jestem już przyzwyczajona.
- Aha.
- Darby cię szukał.
- A po co?
- Chciał cię zaprosić.
- Gdzie?
- Bo dziś idziemy całą paczką do klubu to może chciałabyś iść z nami?
- Nie wiem, pomyślę.
- A jak się namyślisz to jak nas powiadomisz?- powiedziała uśmiechając się
- Darby ma mój numer do niech do mnie zadzwoni później.
- Ok, ja już muszę iść, pa- powiedziała i skręciła w lewo, a ja dalej szłam prosto
Kiedy weszłam do domu Harry właśnie robił twitcama. Ja podeszłam tylko do ekranu pocałowałam Harrego na przywitanie i przywitałam się z directionerkami. Wzięłam swojego netbooka i usiadłam koło niego. Pisałam ze znajomymi na facebooku i co jakiś czas odpowiadałam na pytania zadawane przez directionerki, przy czym rozmawiałam z Harrym. Minęły już chyba z dwie godziny, Harry kończył twitcama, a ja usłyszałam jak dzwoni mój telefon. Wstałam i zobaczyłam, że dzwoni nie znany numer, więc albo to lekarz albo Darby. Wzięłam wdech i odebrałam.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry z tej strony pani Mayson.- był to lekarz
- Mam dla pani wiadomość, czy mogłaby pani przyjść do mojego gabinetu?
- Oczywiście, o której?
- Najlepiej zaraz.
- Dobrze dziękuję, przyjdę jak najszybciej.
- Dowidzenia.
- Dowidzenia.
Rozłączyłam się, telefon schowałam do kieszeni, wzięłam dokumenty i mówiąc Harremu, że idę coś zjeść poszłam do lekarza. Szłam szybkim krokiem i trochę się denerwowałam, do głowy przychodziły mi najgorsze myśli. Nawet nie zorientowałam się kiedy stałam już pod gabinetem.
Zapukałam do drzwi a już po chwili drzwi otworzyła ta pani i zaprosiła mnie do środka. Usiadłam się na krześle a  pani Mayson naprzeciwko.
- A więc chciałam pani coś powiedzieć.- powiedziałam
- Tak, ale jest pani pewna, że chce usłyszeć tą wiadomość bez niczyjego wsparcia.
- To znaczy?
- Przyszła pani sama, a ta wiadomość.. może znacznie zmienić pani życie.
- Yyyy.. nie- powiedziałam spokojnie choć tak naprawdę bardzo się bałam- chcę usłyszeć to sama.
- No dobrze, a więc badania wykazały, że jest pani w ciąży.
_______________________________________________________________________

Przepraszam, że tak długo nie było, ale cały czas siedziałam na dworze i wgl. :)
Whoo
 Jack:


Julie:





















Darby: