wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-szósty. ♥


Rozdział  czterdziesty-szósty
* Lexi *
I Jack i Niall patrzeli się na mnie pytającym wzrokiem. Nie wiedziałam co robić, przecież nie mogą kazać żadnemu z nich spać na podłodze. Zaczęłam iść do tyłu w stronę drzwi, kiedy chciałam odwrócić się do nich tyłem, żeby wyjść z pokoju powiedziałam szybko
- Słodkich snów.
Wyszłam na korytarz i nie miałam pojęcia gdzie iść, ale zdecydowałam, że prześpię się dziś u Zayna, Liama i Louisa. Na palcach poszłam do ich pokoju, zapukałam do drzwi i czekałam, aż mi otworzą. I nic, zapukałam mocniej i znowu czekałam. Nagle usłyszałam, że do drzwi ktoś podchodzi i je otwiera, jak się okazało był to Liam
- Co ty tu robisz Lexi?- zapytał przecierając oczy i ziewając
- Mogę dziś spać u was?- poprawiłam włosy, które opadały mi na twarz
- O.. oczywiście, wchodź- powiedział i zaprosił mnie gestem ręki do środka
W pokoju było całkiem ciemno co znaczyło, że pewnie obudziłam chłopców. Liam zamknął drzwi za sobą, złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę łóżka. Położyliśmy się koło siebie na jego łóżku.
- Liam, obudziłam cię?- zapytałam szeptem
- Niee, przed chwilą był tu Niall.
- Ahh tak… Niall.
- Lexi, nie chcę wiedzieć jakiego dokonałaś wyboru bo przewiduję, że wybaczyłaś mu, rozumiem cię.- teraz odwrócił się w moją stronę, leżeliśmy twarzą zwróceni do siebie a był tak blisko, że czułam jego oddech- Tylko mam nadzieję, że nigdy nie będziesz żałowała tej decyzji i  wiedz, że ja zawszę będę na ciebie czekał i zawszę będę cię… kochał.
-Liam…- i znowu poczułam ten ból w sercu
- Ci…- położył mi palec na ustach- Nic nie mów, tylko się do mnie przytul.
Wtuliłam się w Liama i poczułam znowu jak łzy płyną mi po policzkach.
- Nie płacz wszystko będzie dobrze- wytarł mi łzy płynące po policzkach i przytulił mocno
Poczułam ulgę i po chwili zasnęłam.
* Rano *
Obudziły mnie promienie słońca, które świeciły na moją twarz. Przeciągnęłam się i usiadłam na łóżku. W pokoju nikogo nie było, a kiedy poszłam do łazienki też nikogo nie zastałam. Łóżka Louisa i Zayna były pościelone a ich walizek nie było, były tylko rzeczy Liama. Czułam się trochę dziwnie, ale pomyślałam, że pewnie poszli na śniadanie czy coś. Kiedy spojrzałam na zegarek była 11:30. No to może poszli na obiad?
Postanowiłam wrócić do pokoju. Wyszłam z pokoju chłopców i jak najszybciej przebiegłam przez korytarz do mojego pokoju, tak aby nikt nie zobaczył mnie w tej mojej piżamce. Zaczęłam głośno pukać do drzwi, ale nikt nie otwierał. No to super, drzwi od pokoju chłopców zamknęłam, tu nie wejdę… Nagle drzwi zaczęły się otwierać, był to Jack.
- Lexi, co ty robisz tu tak wcześnie?- powiedział zaspanym głosem
-  Wsześnie?! Jest 11:30, a poza tym co dziwnego w tym, że chcę wejść do swojego pokoju?
- Dobra wchodź.- powiedział uśmiechając się
Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi, Jack położył się na łóżku i zamknął oczy,  usiadłam koło niego.
- Nialla nie ma?- zapytałam, on otworzył oczy i usiadł koło mnie
- Nie, wyszedł z całą resztą chłopaków.
- A wiesz może gdzie?
- Na lotnisko, nie wiem po co.
Teraz przypomniało mi się, że rzeczy Louisa i Zayna nie było. Czy chcą gdzieś wylecieć?
- A jak ci się spało?- zapytałam śmiejąc się
- Dobrze, chociaż to dziwne wraz z Niallem postanowiliśmy spać w łóżku.
- Ooo.. widzę, że się polubiliście.- powiedziałam śmiejąc się
- Tak, Niall jest naprawdę fajny, zresztą Zayn, Liam i Louis też, ale nie mieliśmy okazji dużo porozmawiać.
-  Yhm..
- Wytłumaczyłem mu jak się poznaliśmy i jak znalazłem się w waszym pokoju.  A ty gdzie spałaś?
- U Liama.
- A Lexi, muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham cię.
- Nie powinnaś wybaczać Niallowi.
* Poprzednia noc*
* Jack *
Lexi wyszła z pokoju, a ja wraz z jej chłopaczkiem zostałem, to było trochę dziwne, ale cóż. Patrzeliśmy z Niallem na siebie pytającym wzrokiem. Iść za nią czy co robić?
- Słuchaj ja pójdę się przebrać i postanowimy jak będziemy spać.- powiedział Niall wchodząc do łazienki
- Ok.
Ja siedziałem w łóżku i czekałem. Na szczęście szybko się przebrał, róże włożył do wazonu do którego wcześniej nalał wody i postawił na komódce.
- To jak śpimy?- zapytał kiedy kończył wkładać róże do wazonu.
- Ja prześpię się na podłodze.- powiedziałem wstając z łóżka
- No przestań obydwoje śpimy w łóżku- powiedział i uśmiechnął się
- Nie będzie ci to przeszkadzało?
- Przestań, nie raz zdarzyło mi się spać w jednym łóżku z innym chłopakiem.
- Ok.
Położyłem się w łóżku, a chwilę później koło mnie leżał już Niall. Było jakoś tak dziwnie, ani się nie odzywaliśmy ani nic.
- A  więc tak w ogóle jak Lexi cię poznała?- zapytał nagle
- Spotkaliśmy się i spytałem czy mógłbym spać u niej, bo kumple mnie oszukali i nie miałem gdzie spać.
-Yhm.. Jak pewnie się domyślasz ja jestem chłopakiem Lexi.
- Tak, domyśliłem się. Chyba byliście pokłóceni co?
- Tak to wszystko moja wina, bardzo długa historia.
- No dawaj, mamy czas.
Niall opowiedział mi wszystko dlaczego zaczął być z Lexi i o jego byłej Kate.
- A więc zacząłeś być z Lexi tylko po to żeby twój związek z Kate nie wyszedł na jaw?
- Tak, ale kiedy Liam powiedział jej wszystko menadżer kazał mi przeprosić Lexi i zabronił być z Kate, a bynajmniej tak żeby nikt się nie dowiedział.
- Czyli ty nie czujesz nic do Lexi?
-Sam nie wiem, na razie postanowiłem zerwać z Kate, chce być z Lexi i menadżer da mi już spokój.
* Rano, 11:35 *
* Lexi *
-Dlaczego nie powinnam mu wybaczać?- zapytałam zdezorientowana
- Nie uważasz, że za szybko mu wybaczyłaś?
- Ale.. ja nie mogłam inaczej postąpić.
- Rozmawiałem z nim Lexi i powiem ci, że on nic do ciebie nie czuje po prostu chciał żeby menadżer dał mu spokój.
Po prostu mnie zatkało i poczułam się strasznie.
- Kiedy spytałem czy coś do ciebie czuje odpowiedział, że nie wie.
- Proszę powiedz mi, że żartujesz?
- Chciałbym.
-A ja głupia mu wybaczyłam.- złapałam się za głowę
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze.- powiedział i przytulił mnie
- Dobra wiesz co? Mam dosyć płakania i rozpaczania! Muszę wziąć się w garść! Ubieramy się i idziemy do miasta! Co ty na to?
- Dobra tylko muszę coś zjeść bo jestem trochę głodny.
- Ok, czyli ja idę się szybko ubrać.
Pobiegłam do łazienki ubrałam się w <klik>, pomalowałam się i wyprostowałam włosy. Kiedy wyszłam do łazienki wszedł Jack. Chwilę później wyszedł już ubrany.
- To co idziemy na śniadanie?- zapytał kiedy wychodził z łazienki
- Tak chodźmy!
Do kieszeni schowałam tylko telefon, kartę od pokoju i trochę pieniędzy. Zjechaliśmy na dół windą i poszliśmy na śniadanie. Jak się okazało  była już pora obiadowa więc każde z nas frytki i kurczaka. Przy jedzeniu wygłupialiśmy się i śmialiśmy, momentami czułam aż jak brzuch mnie boli od śmiania się. Nagle do restauracji w hotelu weszłam Kate, była uśmiechnięta od ucha do ucha, ale nie normalnym uśmiechem tylko tym zły  i patrzyła się na mnie, ja żeby nie dać jej satysfakcji dalej wygłupiałam się z Jackiem i nawet nie zwracałam na nią uwagi. Pewnie Niall powiedział jej, że wszystkiego się dowiedziałam. Choć w głębi duszy cierpiałam to coraz mniej czułam do Nialla i to pomagało mi nie płakać tylko dobrze się bawić. Kiedy zjedliśmy wyszliśmy z hotelu i postanowiliśmy iść do pobliskiego skateparku ponieważ Jack miał nadzieję, że spotka tam swoich znajomych u których mógłby tymczasowo zamieszkać.

________________________________________________________________________

A więc Niall znowu okazał się zdrajcą ! Hahahahahaha.... 
Powiem wam, że jest już 46 rozdziałów a j a się czuję jakbyśmy dopiero zaczęły ;)
Teraz rozdziały będą tak: Lexi, Roksana, Sophie :D

Louis Tomlinson Gif

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-piąty ♥


Rozdział  czterdziesty-piąty
* Sophie *
Angelika otworzyła drzwi, weszła i tak głośno nimi trzasnęła, że zdołała mnie tym obudzić, chociaż spałam piętro wyżej. Spojrzałam na zegarek i była 3:15 nad ranem Gdy tylko zeszłam po schodach oznajmiła mi, że musi przez 3 dni zostać jeszcze w Londynie, i mam lecieć sama, a ona załatwi, aby jej bilet był ważny za 3 dni. 
- CO !? - wrzasnęłam zdenerwowana 
- Wybacz, ale Phil.. spotykam się z nim od dłuższego czasu, wtedy jak szłam "załatwiać parę spraw" szłam się z nim spotkać. Chce mnie przedstawić rodzicom i zaprosił mnie na imprezę - będą tam same gwiazdy .. sama rozumiesz, nie mogłam odmówić. Przylecę do Ciebie jak najszybciej się da- za trzy dni. 
- Ale czemu mi o nim wcześniej nie powiedziałaś? Nie ufasz mi czy co? 
- Nie, ale James ostatnio tak Cie zranił i nie chciałam Cie bardziej dołować, wybacz mi ! 
- No dobrze - powiedziałam zasmuconym głosem. 
- Chodź pomogę Ci się spakować, zawieziemy Cię z Philem na lotnisko i przy okazji zmienię ten mój bilet. 
- Ahh.. jasne. - powiedziałam wzdychając. 

No i co ja teraz będę robić sama na Malediwach? Yhh.. to tylko trzy dni. Ale to miał być NASZ wyjazd, kto wie czy ona przypadkiem nie zabierze ze sobą Phila.. Jakoś dam radę, pocieszałam się w myślach. Co nie zmienia faktu, że Angelika mi już chyba nie ufa. Co ona myślała, że będę chciała jej zabrać tego super Phila? No błagam.. - myślałam ironicznie 

Pakowałyśmy mnie przez jakąś godzinę, po czym poszłam się przebrać i ogarnąć a Angelika zrobiła śniadanie. Ubrałam się w <klik> . Po zjedzeniu śniadania, o 4:45 przyjechał ten cały Phil i zaniósł moją walizkę do samochodu. Weszłyśmy z Angeliką do jego czarnego, sportowego lamborghini. Oby dwie siedziałyśmy z tyłu, ale przez całą 10 minutową drogę panowała niezręczna cisza. 
- Ahh.. Brzydka pogoda w Londynie - jak prawie zawsze - westchnięciem przerwał tą ciszę Phil. 
- No wiesz, jest 5 rano, więc jest zimno, ale masz racje. - mruknęłam od niechcenia

I tak mniej więcej wyglądała nasza rozmowa. Nie chciałam w żaden sposób bliżej poznawać tego chłoptasia Angeliki. Miałam do niej okropny żal, do niego z reszta też, za "zabranie" mi przyjaciółki, niech zgadnę, że teraz już nie będzie miała dla mnie za dużo czasu.. cóż takie życie, nie mogę mieć jej tego za złe. Ma przecież prawo być szczęśliwa. Ja już siebie w ogóle nie rozumiem, ahh. 

Równo o 5:00 byliśmy już na lotnisku. Poszliśmy wspólnie ustalić co z tym biletem Angeliki i zmieniliśmy jej wylot na za 3 dni, ale oczywiście Phil wykupił bilet na ten sam lot. Nie będzie to już NASZ wyjazd, niestety.  Podziękowałam Philowi za odwiezienie, przytuliłam Angelikę na pożegnanie ( 3 dniowe, ale zawsze :D ) i taszcząc za sobą wielką walizkę poszłam poszukać miejsca odprawy. Odprawa przebiegła bez jakichkolwiek problemów, oddałam walizkę, potem przeszłam przez te bramki, i poszłam kupić sobie jakieś picie i kanapkę w tych lotniskowych sklepach. Popijając kawę i jedząc tą kanapkę przyglądałam się ludziom - rodzinom lecącym na wakacje, zakochanym parom i przyjaciołom  czułam się bardzo samotna, zupełnie tak jak wtedy, gdy byłam w domu dziecka. Pomyślałam, że zadzwonię do mojej mamy, znaczy tej która mnie adoptowała, oczywiście. Ale zaraz.. jest przecież przed 7:00 na pewno śpi. Ja to mam wyczucie czasu- pomyślałam. Uff..  dość tego zasmucania, przyleciał samolot i mamy już się ustawiać do kontroli biletów. Jako, że lecę pierwszą klasą zostałam wpuszczona jako jedna z pierwszych. Będąc już na pokładzie samolotu zamówiłam sobie szampana. Wypiłam ze dwa kieliszki, po czym włączyłam sobie muzykę i zasnęłam. Obudziłam się po 4 godzinach. Ahh jeszcze dwie - pomyślałam po czym włączyłam tableta, by wejść na Facebook'a i pogadać z kimś kogo jeszcze obchodzę. Dostępny był mój młodszy brat tj. syn mojej mamy adopcyjnej. Ma 14 lat i na imię Mike. 

- Ty nie w szkole? - zaczęłam 
- A wiesz, że jest coś takiego, jak informatyka, siostrzyczko.Czy w Tajlandii nie ma czegoś takiego? 
- Ta jasne, wiem. To, że pochodzę z Tajlandii, nie znaczy, że nie wiem co to informatyka. 
A wręcz przeciwnie - większość komputerów itd. Jest wyprodukowane w Azji :), inteligentny braciszku. :) - odpowiedziałam z przekąsem. 
- Ta jasne. 
- A co w domu? Jak tam mama?  
- Normalnie. W domu wszystko w porządku, tylko Alice..
- Co Alice? - zapytałam zaniepokojona. Alice to siostra Mike'a, ma 16 lat. Ona i Mike są jak moje młodsze rodzeństwo.
- Znowu wróciła do tego chłopaka ... - odpowiedział
- JAK TO !? - zapytałam. 
- No, normalnie.. rodzice nie wiedzą co zrobić. Mieli do Ciebie zadzwonić, nie powiedzieli Ci wcześniej, bo nie chcieli psuć Ci wyjazdu na Malediwy, z resztą wiedza, że masz teraz mnóstwo problemów. 
- Ah.. i bez tego mój wyjazd jest już popsuty. Od razu jak wrócę przyjeżdżam do Manchesteru, ok? 
- Tak, pewnie. Ciebie może się posłucha. Ty wiesz jak się z nią dogadać. Muszę lecieć, pa. Miłego wyjazdu :) ! 
- Paa - odpowiedziałam. 

Byłam kompletnie zdołowana.Na wyjazd, który miał mi poprawić humor po zdradzie chłopaka, lecę praktycznie sama, przyleci do mnie tylko potem przyjaciółka cała w skowronkach wraz ze swoim chłopakiem, w dodatku moja młodsza siostra wróciła do chłopaka, który ją kiedyś zmuszał do zażywania narkotyków, potem zdradził i zostawił. Pamiętam jeszcze jak płakała przez niego przez jakieś kilka miesięcy. No cóż.. spróbuję nie myśleć o problemach, może poznam kogoś nowego?

Tak się zamyśliłam, że nawet się nie obejrzałam, a już lądowaliśmy. Wyłączyłam tego tableta i zaczęłam ogarniać się, uczesałam włosy, włożyłam wszystko do torby i ludzie z pierwszej klasy w tym ja zaczęli wychodzić z samolotu. Przejechaliśmy limuzynami przez płytę lotniska, a gdy wyszłam z klimatyzowanego samolotu i szłam do tego samochodu poczułam wielkie uderzające ciepło i mocny, porywisty, lecz gorący wiatr. Tak, jestem wreszcie na Malediwach! - pomyślałam. 
Pierwsi dostaliśmy bagaże, i kilka innych limuzyn porozwoziło ludzi do różnych hoteli. W limuzynie zawożącej do mojego hotelu, oprócz mnie siedziało jeszcze tylko małżeństwo w wieku około 60 lat.. to zapowiada się super impreza z super ekipą! hahahahaha. Z tego co się dowiedziałam nazywają się Anne i Scott, pochodzą z Leicester i przylecieli na Malediwy, by uczcić 40 rocznicę ślubu. Nie ma co, umiem nawiązywać nowe przyjaźnie. Droga do hotelu zajęła jakieś 20 minut. Gdy dojechaliśmy nie wierzyłam własnym oczom. Recepcja, gdzie znajdowały się bary,stołówka itd. była ogromna, przeszklona i bardzo nowoczesna. O ile dobrze usłyszałam jest tam 5 basenów, w tym jeden podziemny połączony ze spa. Pomieszczenia w tym spa wyglądają tak: <klik!>, w dodatku na terenie hotelu jest wielki aqua park z 10 zjeżdżalniami i innymi atrakcjami. Po prostu jak w bajce. Dostałam kartę do dwuosobowego pokoju. Pokoje to były niewielkie, słomiane domki, rozmieszczone wzdłuż morza, mimo niewielkiego i niepozornego wyglądu w środku wydawały się wielkie i baaardzo nowoczesne. Domki są od siebie dość oddalone, gdyż jak to powiedział recepcjonista " dbają o komfort i prywatność wypoczywających ". Domki z zewnątrz: <klik!> i wewnątrz: <klik!>. Rozpakowałam się, ogarnęłam i przebrałam w bardziej letnie ciuchy. Ubrałam:  <klik!> po czym poszłam na obiad na stołówkę. Jadłam sobie spokojnie sama owoce morza, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich ramionach. 
- Cześć, śliczna! - powiedział wysoki brunet, o ciemnej karnacji i brązowych włosach. Tak jakoś dziwnie skojarzyłam go z tym jednym pedałem z One Direction, ale na żywo wydawał się być rzeczywiście ładny. 
- W czymś pomóc? - zapytałam oschle
- W zrozumieniu co tak piękna dziewczyna robi sama na Malediwach? - odpowiedział pytaniem na pytanie z łobuzerskim uśmieszkiem 
- Jeśli chce ci się wysłuchiwać długiej, nudnej i smętnej opowieści o tym jak zdradził mnie chłopak, miałam lecieć z przyjaciółką na Malediwy, ale poleciałam sama, bo znalazła sobie chłoptasia i o tym jak moja młodsza siostra znowu chodzi z chłopakiem, który wcześniej zmuszał ją do brania narkotyków, zdradził a potem rzucił i o tym jak w wieku 5 lat trafiłam do Tajlandzkiego domu dziecka, bo miałam matkę narkomankę i o tym  jak adoptowała mnie angielska rodzina, to zapraszam. - przedstawiłam się chyba z najsmutniejszej i najgorszej strony. 
- A ja mam na imię Zayn, miło mi. Chętnie wszystko wysłucham. A Tobie jak na imię, piękna?  - powiedział ze szczerym uśmiechem
- Sophie, miło mi - pierwszy raz od kilku dni się uśmiechnęłam, ale tak szczerze, czujecie to ? hahahah. 
- To może chodźmy na plażę?
- Jasne - powiedziałam po czym momentalnie wstałam. Zayn złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić. 
Gdy doszliśmy na plażę zauważyłam jak tu pięknie, aż w to nie wierzę. 

- A więc.. Mam na imię Zayn, mam pakistańskie korzenie, pochodzę z Bradford i mam taki zespół - One Direction, znasz może? - zapytał
- Znam i szczerze mówiąc nie przepadam, ale Ty wydajesz się być miły i przede wszystkim baaardzo ładny, a przede wszystkim po moich wypocinach o życiu nie uciekłeś gdzie pieprz rośnie, tylko jeszcze chciałeś ze mną gadać - zaśmiałam się. 
- Ty jesteś śliczna, Sophie. I wydajesz się być bardzo interesująca - uśmiechnął się znowu tym łobuzerskim uśmiechem, który bardzo mi się podoba. 
- Tak w ogóle co sprowadza Cię na Malediwy ? 
- A wiesz, może nie mam ostatnio tyle problemów co Ty, ale za to wraz z Louisem mamy już dosyć kłótni między Niall'em, Liam'em i dziewczyną Niall'a - Lexi. To jest już nie do wytrzymania.. 
- Rozumiem, ale skoro masz dość problemów innych, to po co chcesz ze mną rozmawiać ? - spytałam ściszając ton głosu
Nic nie odpowiedział, tylko uciszył mnie pocałunkiem. 
- Przepraszam.. ja nie chciałem - zaczął się jąkać 
- Nie masz za co przepraszać- powiedziałam po czym pocałowałam go jeszcze raz
Spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał: 
- Poszłabyś dziś razem ze mną i Lou do klubu ? Ma być fajna impreza karaoke 
- Jasne, chętnie poznam Louisa - uśmiechnęłam się 
Przeszliśmy się wzdłuż plaży, rozmawialiśmy przez jakieś 2 godziny, tematy do rozmów nam się nie kończą, w towarzystwie Zayna czuję się wspaniale i zapominam o wszystkim co nas otacza. 
Zayn odprowadził mnie do pokoju, okazało się, że mieszkami zaraz obok siebie. 
- Przyjdę po Ciebie o 20:00, ok? 
- Jasne, będę gotowa - zapewniłam.
Po czym przytuliłam go bardzo mocno, zamknęłam drzwi i zaczęłam się szykować na imprezę. 
________________________________________________________________________________

Co sądzicie? Troszkę mi zajęło napisanie go, i jest dość długi, następny będzie lepszy i będzie w nim mniej zasmucania Sophie. haha :D xoxo . 










niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-czwarty. ♥


Rozdział  czterdziesty-czwarty
* Roksana*
Obudziłam się, głowa strasznie mnie bolała a słońce powoli zachodziło. Wstałam, ale zakręciło mi się w głowie i  upadłam na ziemie, pomyślałam, że Harry pewnie się o mnie martwi więc postanowiłam wracać jak najszybciej. Znowu próbowałam wstać i udało mi się. Wzięłam torbę i zaczęłam iść do domku. Szłam tak szybko jak tylko mogłam choć było to trudne bo co chwile traciłam równowagę i ledwo co stałam na nogach. Po chwili stałam już pod drzwiami naszego domku, przeczesałam włosy, przetarłam oczy i weszłam do środka. Próbowałam stawiać ciche kroki tak żeby móc się ogarnąć zanim zobaczy mnie Harry, lecz on wyskoczył zza ściany.
- Gdzie ty  byłaś tak długo?
- No mówię ci, że się opalałam.- mówiłam lecz nie patrzyłam mu w oczy i ledwo co stałam o własnych siłach na nogach
- Przecież słońce już prawie wcale nie świeci.
- No bo..- i nagle poczułam jak zbiera mi się na wymioty
Pobiegłam szybko do łazienki i zwymiotowałam. Klęczałam przed ubikacją a Harry trzymał moje włosy. Kiedy już skończyłam przemyłam twarz i wyminęłam Harrego w drzwiach.
- Roksana co się dzieje? – powiedział ciepło, ale był trochę przerażony
- Nic, pewnie zjadłam coś nieświeżego.
Położyłam się do łóżka i myślałam o tym co zrobiłam na plaży. Czułam się już trochę lepiej i nie kręciło mi się już tak w głowie. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale już tak dawno nie brałam a miałam taką chęć.. od jednego razu nic nikomu się jeszcze nie stało, więc postanowiłam się tym nie przejmować. Bardziej martwiłam się o to czemu zwymiotowałam, nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się to po braniu, a przecież nic nieświeżego nie jadłam. Leżałam i patrzyłam się w ścianę.
- Idziesz na kolację czy źle się czujesz?- zapytał Harry
- Pójdę.
Uczesałam włosy, złapałam Harrego za rękę i poszliśmy na stołówkę. Szliśmy i nie odzywaliśmy się do siebie, nagle zobaczyłam jak ten chłopak który sprzedał mi to świństwo siedzi na murku. Musiał zobaczyć mnie pierwszy bo spoglądał w moją stronę i uśmiechał się, ja uśmiechnęłam się do niego, ale tak żeby nie zobaczył tego Harry. Kiedy go mijaliśmy dał mi do ręki jakąś małą karteczkę i uśmiechnął się, zacisnęłam mocno dłoń a później szybko schowałam ją do kieszeni. Po chwili byliśmy już na stołówce. Wzięłam co potrzebowałam do zrobienia sobie kolacji, Harry tak samo i usiedliśmy przy stole. Nie wiem czemu, ale między nami panowała taka dziwna cisza, inna niż taka że nie potrzebowaliśmy słów żeby się porozumieć, tylko taka niezręczna. Smarowałam dżemem kanapkę i nagle odezwał się Harry.
- Roksana co to był za chłopak, który tak szczerzył się w naszą stronę? Bo wątpię, że jakiś około dziewiętnastoletni chłopak cieszył by się na mój widok.
- Nie wiem, nie znam go.- i znowu nie patrzyłam mu w oczy
- Co się dzieje Roksana? Odkąd wróciłaś z tej plaży zachowujesz się dziwnie, nie rozmawiasz ze mną, nie patrzysz mi w oczy, wymiotujesz bez powodu…
- Nic się nie dzieję. Po prostu jak już mówiłam zjadłam coś nieświeżego i trochę się źle czuję.
- Yhm..
I to była nasza jedyna rozmowa którą przeprowadziliśmy podczas kolacji i powrotu do domu. Przypomniałam sobie o tej karteczce, którą dał mi ten chłopak. Poszłam do łazienki i przeczytałam co na niej piszę : Dziś o 23 robimy z znajomymi małą imprezkę, jak chcesz wpaść to przyjdź do tego miejsca gdzie się spotkaliśmy po raz pierwszy o 22:55. Będę czekał, przyjdź sama. Kiedy spojrzałam na zegarek była 22:33. Zastanawiałam się czy iść na tą ich imprezkę, ale pomyślałam że będą tam same ćpuny, a ja nie chciałam znowu popełnić tego samego błędu, który popełniłam dziś  popołudniu. Położyłam się do łóżka a Harry już powoli zasypiał. Leżałam i wpatrywałam się w zegarek stojący na szafce, która stała koło mojego łóżka. 22:44, 22:45, 22:46… 22:50. Nie mogłam zasnąć i przewracałam się z boku na bok.
- Harry śpisz?- powiedziałam szeptem
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc uznałam że śpi. Spojrzałam ponownie na zegarek 22:52. Nie mam co robić więc idę. Poszłam po cichutku do łazienki i przebrałam się w < klik >. Wyszłam z domu i zaczęłam biec jak najszybciej do miejsca gdzie miał czekać. Spojrzałam na zegarek 22:56, a ja jeszcze nie na miejscu. Nie byłam już daleko więc biegłam z całych sił do tego miejsca. Dobiegłam 22:59. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nikogo nie było. Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma, strasznie się przestraszyłam. Zdjęłam czyjeś ręce z moich oczu i obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam tego chłopaka.
- Myślałem już, że nie przyjdziesz.- powiedział uśmiechając się
- Ale jestem.- odwzajemniłam uśmiech
- To chodźmy.
Zaczęliśmy iść dalej.
- A więc ile masz lat?- zapytał
- 18.
-Uuu.. to nieźle.- powiedział podgryzając wargę
- Yyyy… co w tym dziwnego?- powiedziałam patrząc na niego pytająco.
- To, że jesteś młodsza od nas wszystkich.
- Jakich wszystkich?- poczułam się jakby miał jakiś klub ćpunów
- No ode mnie i moich znajomych.
- Yhym… A wy ile macie lat?
- Różnie, ja mam prawie 20 i jestem najmłodszy nie licząc ciebie, a reszta ma po 21 lat.
- A jak masz na imię?
-Darby i pochodzę z Irlandii. A ty?
- Roksana, jestem z Polski.
- Oooo, 18 lat, z Polski. Takiej jeszcze u nas nie było.
- Zachowujesz się jakbym była jakimś eksponatem. Mieszkasz tu, czy jesteś tu na wakacjach?
- Mieszkam tu. – przyglądał mi się cały czas i uśmiechał się do mnie.
- Czemu?
- Nie miałem powodów by mieszkać w Irlandii więc postanowiłem zacząć nowe życie gdzieś indziej.
- I wybrałeś Melediwy?
- Tak, to mała spokojna wyspa.
- Rozumiem.
- A ciebie co tu sprowadza?
- Jestem z moim chłopakiem na wakacjach.
- Ahh.. szkoda.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Dobra jesteśmy na miejscu.
Byliśmy na małej plaży, jacyś ludzie rozpalili tam ognisko.
- Przedstawiam wam Roksanę.- powiedział do tych ludzi, najwyraźniej byli to jego znajomi.
- Alice- powiedział pokazując na dziewczynę w czerwonych włosach- Max, jej chłopak- pokazał na blondyna- Laura- pokazał na śliczną brunetkę- Irene- też brunetka ale już trochę brzydsza- Bob- brzydki, rudy chłopak-  Victor- niewiele ładniejszy- Tom- jakiś Emo- i Julie- pokazał na śliczną blondynkę.
Usiadłam koło Julie a Darby usiadł koło mnie. Wszyscy rozmawialiśmy i ogólnie wszyscy wydawali się w porządku. Usłyszałam wiele ciekawych historii każdego z nich i muszę powiedzieć, że niektórzy mieli naprawdę ciężko w życiu. Najbardziej polubiłam Julie, była bardzo sympatyczna, zabawna i dobrze mi się z nią rozmawiało. ‘ Na pobudkę’ jak nazwał to ten Victor i dał każdemu po puszce piwa. Biliśmy, śmialiśmy się i ogólnie było bardzo fajnie. Nagle Darby wyjął z kieszeni parę woreczków z tym białym proszkiem, których nienawidzę i dał każdemu. Wszyscy już wciągnęli nosem, ale ja zastanawiałam się czy to zrobić, patrzyłam na woreczek i myślałam.
- No weś Roksana, będzie ci lepiej.- powiedział ten paskudny Bob
Ja szybko wciągnęłam wszystko nosem, ale czułam się już dużo lepiej niż za pierwszym razem. Rozmawialiśmy jeszcze chwile i nagle ktoś wpadł na pomysł, żeby wykąpać się nago w oceanie. Wszyscy zrzuciliśmy ciuszki i pobiegliśmy do oceanu. Świetnie się bawiliśmy, pod wpływem alkoholu i narkotyków nie przejmowałam się niczym tylko chciałam dobrze się bawić. Chlapaliśmy się wodą i wygłupialiśmy, było naprawdę świetnie. Gdy zrobiło się nam zimno wyszliśmy i ubraliśmy się. Znowu siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy, było mi zimno więc Darby objął mnie ramieniem i siedzieliśmy tak długo aż nie zasnęłam w jego objęciach. 

_______________________________________________________________________


Dziękujemy wam za ponad 15 tysięcy wyświetleń, mam nadzieję, że podoba wam się jak piszę za Roksanę, jeżeli nie to mówcie :)