sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-siódmy. ♥


Rozdział  czterdziesty-siódmy
*Roksana *
Obudziłam się, leżałam w objęciach Darbiego a słońce mocno świeciło. Wszyscy spali w dziwnych pozycjach, niektórzy mieli puszki w rękach, ognisko tylko leciutko dymiło. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Chciałam już wstać na nogi kiedy poczułam jak Darby łapie mnie za rękę
- Idziesz już?- powiedział uśmiechając się
- Taaak- powiedziałam nieśmiało- czas na mnie.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy
- Ja też.
- Podasz mi swój numer telefonu?- zapytał sięgając do kieszeni po telefon.
Kiedy go wyjął podałam mu swój numer, pożegnałam się i poszłam. Nie do końca wiedziałam którędy iść do domu, ale nie mogłam poprosić Darbiego żeby mnie odprowadził. Szłam trochę krzywo bo po wczorajszej ‘ imprezce ‘ źle się czułam i bolała mnie głowa. Bo dłuższych staraniach doszłam do miejsca gdzie pierwszy raz się spotkaliśmy, ten pamiętny murek. Wiedziałam, że stąd już z łatwością dojdę do domku, tylko bałam się co powiedzieć Harremu. Co jeśli mnie szukał? Powiem mu, że nie mogłam spać i poszłam się przejść na plażę, a tam zasnęłam. Hm… to wydaje się nienajlepsze wytłumaczenie, ale Harry powinien w nie uwierzyć, tak naprawdę była to przecież prawda tylko bez szczegółów. Doszłam do domku, zanim weszłam do domu ręką przeczesałam włosy, wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka.
- Roksana gdzie ty byłaś?!- krzyknął Harry kiedy tylko weszłam
- Yyy…no bo w nocy nie mogłam zasnąć no i poszłam na plaże, położyłam się na piasku żeby popatrzeć w gwiazdy a później zasnęłam.- powiedziałam nie patrząc mu się w oczy i co chwilę jąkając
- Oj Roksana- podszedł i mnie przytulił- tak się o ciebie martwiłem…
- Nie potrzebnie- uniosłam głowę do góry, uśmiechnęłam i patrzyłam się mu w oczy
- Roksana ja zawsze będę się o ciebie martwił- odwzajemnił uśmiech- do głowy przychodziły mi same najgorsze myśli
- Oj Harry, Harry- wtuliłam się w niego ponownie
Staliśmy tak wtuleni w siebie i staliśmy, nagle poczułam jak robi mi się niedobrze i pobiegłam do łazienki, znowu zwymiotowałam. Harry poszedł za mną i stał oparty o futrynę od drzwi łazienki.
- Roksana może pójdziesz do lekarza bo już drugi raz zwymiotowałaś.- powiedział smutno
- Jak wrócimy do Londynu bo tu strasznie dużo zapłacimy.- powiedziałam myjąc twarz
- A jeśli rozchorujesz się jeszcze bardziej?
- Nie rozchoruję się.- uśmiechnęłam się do niego, on uśmiechnął się do mnie ale wymuszonym uśmiechem
- Oby.- powiedział wychodząc z łazienki
Kiedy wyszedł zamknęłam drzwi za sobą i zrobiłam sobie kąpiel. Wykąpałam się, ubrałam w klik, zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam włosy. Podczas wykonywania tych czynności myślałam nad propozycją Harrego. Może faktycznie poszłabym do lekarza, ale tak żeby nie wiedział? Jeśli coś by mi było chciałabym sama mu o tym powiedzieć. Wyszłam z łazienki, była godzina 12:30.
- To co idziemy na obiad Roksana?- zapytał Harry
- Tak, jestem troszkę głodna.
Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy na stołówkę. Całą drogie rozmawialiśmy i śmialiśmy się, szczerze to brakowało mi przez ostatnie dni tego Harrego, który cały czas się śmieje i z którym jest mi tak dobrze. Kiedy doszliśmy do miejsca gdzie zeszłej nocy siedział Darby i dał mi tę karteczkę trochę się przestraszyłam, że tam będzie ale na szczęście nie było go tam. Rozglądałam się dokoła dla pewności czy go tam nie było.
- Czegoś szukasz?- zapytał Harry.
- Nie, tak tylko się rozglądam.
Doszliśmy do stołówki, wzięliśmy jedzenie i usiedliśmy przy stoliku. Rozmawialiśmy tak jak kiedyś, zanim zaczęły się moje problemy, tak jak za czasów kiedy się poznaliśmy, cały czas mieliśmy jakiś temat do rozmowy.
Zjedliśmy i wróciliśmy do domku. Położyliśmy się na łóżku a wiaterek leciutko powiewał przez duże, otwarte okno.
- Co dziś robimy? -zapytałam
-Mam dla ciebie niespodziankę.
- Ok.
- To chodźmy- wstał z łóżka, złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
Szliśmy krótko kiedy Harry kazał zamknąć mi oczy i zasłonił mi je rękoma. Szliśmy jeszcze chwilę kiedy poczułam, że jesteśmy na plaży, a już chwilkę byliśmy na jakimś pomoście.  Nagle Harry zdjął swoje ręce z moich oczu, ale ja cały czas miałam je zamknięte.
- Możesz je otworzyć- powiedział podśmiewując się
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że stoimy na jakimś pomoście przy którym stoi jacht. Harry złapał mnie za rękę, a ja nic nie mówiłam bo byłam całkowicie zaskoczona.
-Proszę- powiedział Harry pomagając wsiąść mi na ten jacht
Uśmiechnęłam się do niego i weszłam a Harry wszedł zaraz za mną. Jakiś gościu wszedł na pokład i kierował tym jachtem, a my z Harrym usiedliśmy się przy dziobie, popijaliśmy szampana i siedzieliśmy przytuleni. Po chwili zaczęliśmy się całować, Harry położył mnie na kocu na którym siedzieliśmy i dalej całował, ale ja szybko wstałam bo przecież koleś który kierował wszystko widział. Odpłynęliśmy już dosyć daleko a wraz z Harrym tańczyliśmy do piosenki : Justin Bieber- All around the world. Tańczyliśmy i wygłupialiśmy się. Nagle ten koleś powiedział coś do Harrego, nie słyszałam co a ten uśmiechnął się do niego. Harry podszedł do mnie, złapał za rękę i podszedł do krawędzi jachtu.
-  To co skaczemy?- powiedział uśmiechając się
- Czekaj muszę zdjąć ciuchy!- powiedziałam szybko się rozbierając do stroju kąpielowego, Harry zrobił to samo
- No to skaczemy!- Harry wziął mnie na ręce i z rozbiegu skoczył do wody
Woda była ciepła, a po chwili byliśmy już nad wodą, całe szczęście że bardzo dobrze umiem pływać. Zaczęliśmy się wygłupiać i chlapać wodą. Kiedy ten facet wołał nas żebyśmy weszli   z powrotem  akurat przerwał nam pocałunek, ale jak mówił, weszliśmy. Harry podał mi ręcznik i wziął jeden dla siebie, wycieraliśmy się. Zaczęliśmy zawracać, a Harry zszedł pod podkład po coś. Kiedy wyszedł niósł sprzęt do nurkowania.
- Chcesz nurkować?- zapytałam uśmiechnięta
- Zawsze o tym marzyłem.- powiedział odkadzając wszystkie rzeczy
- Ja też.- musnęłam jego usta
Zszedł jeszcze raz z piankami do nurkowania i butlami z tlenem. Ten ‘ koleś’ zatrzymał jacht i pomógł nam dobrze wszystko ubrać. Kiedy byliśmy już gotowi wskoczyliśmy pod wodę. Zanurkowaliśmy niżej i zobaczyliśmy piękne dno, na około pływało pełno przedziwnych ale ciekawych ryb. Harry robił zdjęcia a ja przyglądałam się wszystkiemu i pozowałam z Harry do zdjęć. Pod wodą było po prostu wspaniale, na pewno nigdy nie zapomnę tego widoku. Niestety po jakimś czasie musieliśmy wracać na jacht, z niechęcią wypłynęłam nad powierzchnię wody i weszłam na pokład razem z Harrym.  Zdjęliśmy cały sprzęt i pianki.
- I jak ci się podobało?- zapytał Harry
- Było wspaniale!- pocałowałam go- dziękuję.
Jacht płynął już z powrotem a my opalaliśmy się.
Kiedy już dopłynęliśmy pożegnałam się z Harrym mówiąc, że chcę iść sama przejść się po wyspie, on powiedział że będzie w pokoju. Tak naprawdę postanowiłam iść do lekarza.
Poszłam do recepcji i zapytałam gdzie mogła bym iść do jakiegoś lekarza, pani wskazała mi drogę. Na szczęście był on niedaleko od recepcji. Kiedy byłam już u lekarz przypomniało mi się, że nie wzięłam żadnych swoich dokumentów. Zapukałam do drzwi, po chwili z gabinetu weszła brunetka, wyglądała na 30 lat.
- W czym mogę pomóc?- zapytała
- Ostatnio wymiotuję i nie wiem co mi jest.
- Proszę wejść.- powiedziała i zaprosiła mnie gestem ręki do środka.
Powiedziałam jej, że nie mam swoich dokumentów, ale ona zapisała sobie podstawowe informacje o mnie i postanowiła zrobić mi jakieś badania. Zrobiła ich dosyć sporo i kazała przyjść później po wyniki, a o której powie mi jak zadzwoni.
Szłam spacerkiem do pokoju i usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam tą dziewczynę, którą poznałam wczoraj wieczorem Julie.
-Hej Roksana!- zawołała radośnie
-Hej, co ty tu robisz?
- Nic, szłam sobie i zauważyłam ciebie.
- Aha.- ja szłam dalej do domu a ona szła koło mnie
- A więc jak się czujesz po wczorajszym?
- Było nienajlepiej ale teraz jest już lepiej. A ty?
- No wiesz, ja jestem już przyzwyczajona.
- Aha.
- Darby cię szukał.
- A po co?
- Chciał cię zaprosić.
- Gdzie?
- Bo dziś idziemy całą paczką do klubu to może chciałabyś iść z nami?
- Nie wiem, pomyślę.
- A jak się namyślisz to jak nas powiadomisz?- powiedziała uśmiechając się
- Darby ma mój numer do niech do mnie zadzwoni później.
- Ok, ja już muszę iść, pa- powiedziała i skręciła w lewo, a ja dalej szłam prosto
Kiedy weszłam do domu Harry właśnie robił twitcama. Ja podeszłam tylko do ekranu pocałowałam Harrego na przywitanie i przywitałam się z directionerkami. Wzięłam swojego netbooka i usiadłam koło niego. Pisałam ze znajomymi na facebooku i co jakiś czas odpowiadałam na pytania zadawane przez directionerki, przy czym rozmawiałam z Harrym. Minęły już chyba z dwie godziny, Harry kończył twitcama, a ja usłyszałam jak dzwoni mój telefon. Wstałam i zobaczyłam, że dzwoni nie znany numer, więc albo to lekarz albo Darby. Wzięłam wdech i odebrałam.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry z tej strony pani Mayson.- był to lekarz
- Mam dla pani wiadomość, czy mogłaby pani przyjść do mojego gabinetu?
- Oczywiście, o której?
- Najlepiej zaraz.
- Dobrze dziękuję, przyjdę jak najszybciej.
- Dowidzenia.
- Dowidzenia.
Rozłączyłam się, telefon schowałam do kieszeni, wzięłam dokumenty i mówiąc Harremu, że idę coś zjeść poszłam do lekarza. Szłam szybkim krokiem i trochę się denerwowałam, do głowy przychodziły mi najgorsze myśli. Nawet nie zorientowałam się kiedy stałam już pod gabinetem.
Zapukałam do drzwi a już po chwili drzwi otworzyła ta pani i zaprosiła mnie do środka. Usiadłam się na krześle a  pani Mayson naprzeciwko.
- A więc chciałam pani coś powiedzieć.- powiedziałam
- Tak, ale jest pani pewna, że chce usłyszeć tą wiadomość bez niczyjego wsparcia.
- To znaczy?
- Przyszła pani sama, a ta wiadomość.. może znacznie zmienić pani życie.
- Yyyy.. nie- powiedziałam spokojnie choć tak naprawdę bardzo się bałam- chcę usłyszeć to sama.
- No dobrze, a więc badania wykazały, że jest pani w ciąży.
_______________________________________________________________________

Przepraszam, że tak długo nie było, ale cały czas siedziałam na dworze i wgl. :)
Whoo
 Jack:


Julie:





















Darby:

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-szósty. ♥


Rozdział  czterdziesty-szósty
* Lexi *
I Jack i Niall patrzeli się na mnie pytającym wzrokiem. Nie wiedziałam co robić, przecież nie mogą kazać żadnemu z nich spać na podłodze. Zaczęłam iść do tyłu w stronę drzwi, kiedy chciałam odwrócić się do nich tyłem, żeby wyjść z pokoju powiedziałam szybko
- Słodkich snów.
Wyszłam na korytarz i nie miałam pojęcia gdzie iść, ale zdecydowałam, że prześpię się dziś u Zayna, Liama i Louisa. Na palcach poszłam do ich pokoju, zapukałam do drzwi i czekałam, aż mi otworzą. I nic, zapukałam mocniej i znowu czekałam. Nagle usłyszałam, że do drzwi ktoś podchodzi i je otwiera, jak się okazało był to Liam
- Co ty tu robisz Lexi?- zapytał przecierając oczy i ziewając
- Mogę dziś spać u was?- poprawiłam włosy, które opadały mi na twarz
- O.. oczywiście, wchodź- powiedział i zaprosił mnie gestem ręki do środka
W pokoju było całkiem ciemno co znaczyło, że pewnie obudziłam chłopców. Liam zamknął drzwi za sobą, złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę łóżka. Położyliśmy się koło siebie na jego łóżku.
- Liam, obudziłam cię?- zapytałam szeptem
- Niee, przed chwilą był tu Niall.
- Ahh tak… Niall.
- Lexi, nie chcę wiedzieć jakiego dokonałaś wyboru bo przewiduję, że wybaczyłaś mu, rozumiem cię.- teraz odwrócił się w moją stronę, leżeliśmy twarzą zwróceni do siebie a był tak blisko, że czułam jego oddech- Tylko mam nadzieję, że nigdy nie będziesz żałowała tej decyzji i  wiedz, że ja zawszę będę na ciebie czekał i zawszę będę cię… kochał.
-Liam…- i znowu poczułam ten ból w sercu
- Ci…- położył mi palec na ustach- Nic nie mów, tylko się do mnie przytul.
Wtuliłam się w Liama i poczułam znowu jak łzy płyną mi po policzkach.
- Nie płacz wszystko będzie dobrze- wytarł mi łzy płynące po policzkach i przytulił mocno
Poczułam ulgę i po chwili zasnęłam.
* Rano *
Obudziły mnie promienie słońca, które świeciły na moją twarz. Przeciągnęłam się i usiadłam na łóżku. W pokoju nikogo nie było, a kiedy poszłam do łazienki też nikogo nie zastałam. Łóżka Louisa i Zayna były pościelone a ich walizek nie było, były tylko rzeczy Liama. Czułam się trochę dziwnie, ale pomyślałam, że pewnie poszli na śniadanie czy coś. Kiedy spojrzałam na zegarek była 11:30. No to może poszli na obiad?
Postanowiłam wrócić do pokoju. Wyszłam z pokoju chłopców i jak najszybciej przebiegłam przez korytarz do mojego pokoju, tak aby nikt nie zobaczył mnie w tej mojej piżamce. Zaczęłam głośno pukać do drzwi, ale nikt nie otwierał. No to super, drzwi od pokoju chłopców zamknęłam, tu nie wejdę… Nagle drzwi zaczęły się otwierać, był to Jack.
- Lexi, co ty robisz tu tak wcześnie?- powiedział zaspanym głosem
-  Wsześnie?! Jest 11:30, a poza tym co dziwnego w tym, że chcę wejść do swojego pokoju?
- Dobra wchodź.- powiedział uśmiechając się
Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi, Jack położył się na łóżku i zamknął oczy,  usiadłam koło niego.
- Nialla nie ma?- zapytałam, on otworzył oczy i usiadł koło mnie
- Nie, wyszedł z całą resztą chłopaków.
- A wiesz może gdzie?
- Na lotnisko, nie wiem po co.
Teraz przypomniało mi się, że rzeczy Louisa i Zayna nie było. Czy chcą gdzieś wylecieć?
- A jak ci się spało?- zapytałam śmiejąc się
- Dobrze, chociaż to dziwne wraz z Niallem postanowiliśmy spać w łóżku.
- Ooo.. widzę, że się polubiliście.- powiedziałam śmiejąc się
- Tak, Niall jest naprawdę fajny, zresztą Zayn, Liam i Louis też, ale nie mieliśmy okazji dużo porozmawiać.
-  Yhm..
- Wytłumaczyłem mu jak się poznaliśmy i jak znalazłem się w waszym pokoju.  A ty gdzie spałaś?
- U Liama.
- A Lexi, muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham cię.
- Nie powinnaś wybaczać Niallowi.
* Poprzednia noc*
* Jack *
Lexi wyszła z pokoju, a ja wraz z jej chłopaczkiem zostałem, to było trochę dziwne, ale cóż. Patrzeliśmy z Niallem na siebie pytającym wzrokiem. Iść za nią czy co robić?
- Słuchaj ja pójdę się przebrać i postanowimy jak będziemy spać.- powiedział Niall wchodząc do łazienki
- Ok.
Ja siedziałem w łóżku i czekałem. Na szczęście szybko się przebrał, róże włożył do wazonu do którego wcześniej nalał wody i postawił na komódce.
- To jak śpimy?- zapytał kiedy kończył wkładać róże do wazonu.
- Ja prześpię się na podłodze.- powiedziałem wstając z łóżka
- No przestań obydwoje śpimy w łóżku- powiedział i uśmiechnął się
- Nie będzie ci to przeszkadzało?
- Przestań, nie raz zdarzyło mi się spać w jednym łóżku z innym chłopakiem.
- Ok.
Położyłem się w łóżku, a chwilę później koło mnie leżał już Niall. Było jakoś tak dziwnie, ani się nie odzywaliśmy ani nic.
- A  więc tak w ogóle jak Lexi cię poznała?- zapytał nagle
- Spotkaliśmy się i spytałem czy mógłbym spać u niej, bo kumple mnie oszukali i nie miałem gdzie spać.
-Yhm.. Jak pewnie się domyślasz ja jestem chłopakiem Lexi.
- Tak, domyśliłem się. Chyba byliście pokłóceni co?
- Tak to wszystko moja wina, bardzo długa historia.
- No dawaj, mamy czas.
Niall opowiedział mi wszystko dlaczego zaczął być z Lexi i o jego byłej Kate.
- A więc zacząłeś być z Lexi tylko po to żeby twój związek z Kate nie wyszedł na jaw?
- Tak, ale kiedy Liam powiedział jej wszystko menadżer kazał mi przeprosić Lexi i zabronił być z Kate, a bynajmniej tak żeby nikt się nie dowiedział.
- Czyli ty nie czujesz nic do Lexi?
-Sam nie wiem, na razie postanowiłem zerwać z Kate, chce być z Lexi i menadżer da mi już spokój.
* Rano, 11:35 *
* Lexi *
-Dlaczego nie powinnam mu wybaczać?- zapytałam zdezorientowana
- Nie uważasz, że za szybko mu wybaczyłaś?
- Ale.. ja nie mogłam inaczej postąpić.
- Rozmawiałem z nim Lexi i powiem ci, że on nic do ciebie nie czuje po prostu chciał żeby menadżer dał mu spokój.
Po prostu mnie zatkało i poczułam się strasznie.
- Kiedy spytałem czy coś do ciebie czuje odpowiedział, że nie wie.
- Proszę powiedz mi, że żartujesz?
- Chciałbym.
-A ja głupia mu wybaczyłam.- złapałam się za głowę
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze.- powiedział i przytulił mnie
- Dobra wiesz co? Mam dosyć płakania i rozpaczania! Muszę wziąć się w garść! Ubieramy się i idziemy do miasta! Co ty na to?
- Dobra tylko muszę coś zjeść bo jestem trochę głodny.
- Ok, czyli ja idę się szybko ubrać.
Pobiegłam do łazienki ubrałam się w <klik>, pomalowałam się i wyprostowałam włosy. Kiedy wyszłam do łazienki wszedł Jack. Chwilę później wyszedł już ubrany.
- To co idziemy na śniadanie?- zapytał kiedy wychodził z łazienki
- Tak chodźmy!
Do kieszeni schowałam tylko telefon, kartę od pokoju i trochę pieniędzy. Zjechaliśmy na dół windą i poszliśmy na śniadanie. Jak się okazało  była już pora obiadowa więc każde z nas frytki i kurczaka. Przy jedzeniu wygłupialiśmy się i śmialiśmy, momentami czułam aż jak brzuch mnie boli od śmiania się. Nagle do restauracji w hotelu weszłam Kate, była uśmiechnięta od ucha do ucha, ale nie normalnym uśmiechem tylko tym zły  i patrzyła się na mnie, ja żeby nie dać jej satysfakcji dalej wygłupiałam się z Jackiem i nawet nie zwracałam na nią uwagi. Pewnie Niall powiedział jej, że wszystkiego się dowiedziałam. Choć w głębi duszy cierpiałam to coraz mniej czułam do Nialla i to pomagało mi nie płakać tylko dobrze się bawić. Kiedy zjedliśmy wyszliśmy z hotelu i postanowiliśmy iść do pobliskiego skateparku ponieważ Jack miał nadzieję, że spotka tam swoich znajomych u których mógłby tymczasowo zamieszkać.

________________________________________________________________________

A więc Niall znowu okazał się zdrajcą ! Hahahahahaha.... 
Powiem wam, że jest już 46 rozdziałów a j a się czuję jakbyśmy dopiero zaczęły ;)
Teraz rozdziały będą tak: Lexi, Roksana, Sophie :D

Louis Tomlinson Gif

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział czterdziesty-piąty ♥


Rozdział  czterdziesty-piąty
* Sophie *
Angelika otworzyła drzwi, weszła i tak głośno nimi trzasnęła, że zdołała mnie tym obudzić, chociaż spałam piętro wyżej. Spojrzałam na zegarek i była 3:15 nad ranem Gdy tylko zeszłam po schodach oznajmiła mi, że musi przez 3 dni zostać jeszcze w Londynie, i mam lecieć sama, a ona załatwi, aby jej bilet był ważny za 3 dni. 
- CO !? - wrzasnęłam zdenerwowana 
- Wybacz, ale Phil.. spotykam się z nim od dłuższego czasu, wtedy jak szłam "załatwiać parę spraw" szłam się z nim spotkać. Chce mnie przedstawić rodzicom i zaprosił mnie na imprezę - będą tam same gwiazdy .. sama rozumiesz, nie mogłam odmówić. Przylecę do Ciebie jak najszybciej się da- za trzy dni. 
- Ale czemu mi o nim wcześniej nie powiedziałaś? Nie ufasz mi czy co? 
- Nie, ale James ostatnio tak Cie zranił i nie chciałam Cie bardziej dołować, wybacz mi ! 
- No dobrze - powiedziałam zasmuconym głosem. 
- Chodź pomogę Ci się spakować, zawieziemy Cię z Philem na lotnisko i przy okazji zmienię ten mój bilet. 
- Ahh.. jasne. - powiedziałam wzdychając. 

No i co ja teraz będę robić sama na Malediwach? Yhh.. to tylko trzy dni. Ale to miał być NASZ wyjazd, kto wie czy ona przypadkiem nie zabierze ze sobą Phila.. Jakoś dam radę, pocieszałam się w myślach. Co nie zmienia faktu, że Angelika mi już chyba nie ufa. Co ona myślała, że będę chciała jej zabrać tego super Phila? No błagam.. - myślałam ironicznie 

Pakowałyśmy mnie przez jakąś godzinę, po czym poszłam się przebrać i ogarnąć a Angelika zrobiła śniadanie. Ubrałam się w <klik> . Po zjedzeniu śniadania, o 4:45 przyjechał ten cały Phil i zaniósł moją walizkę do samochodu. Weszłyśmy z Angeliką do jego czarnego, sportowego lamborghini. Oby dwie siedziałyśmy z tyłu, ale przez całą 10 minutową drogę panowała niezręczna cisza. 
- Ahh.. Brzydka pogoda w Londynie - jak prawie zawsze - westchnięciem przerwał tą ciszę Phil. 
- No wiesz, jest 5 rano, więc jest zimno, ale masz racje. - mruknęłam od niechcenia

I tak mniej więcej wyglądała nasza rozmowa. Nie chciałam w żaden sposób bliżej poznawać tego chłoptasia Angeliki. Miałam do niej okropny żal, do niego z reszta też, za "zabranie" mi przyjaciółki, niech zgadnę, że teraz już nie będzie miała dla mnie za dużo czasu.. cóż takie życie, nie mogę mieć jej tego za złe. Ma przecież prawo być szczęśliwa. Ja już siebie w ogóle nie rozumiem, ahh. 

Równo o 5:00 byliśmy już na lotnisku. Poszliśmy wspólnie ustalić co z tym biletem Angeliki i zmieniliśmy jej wylot na za 3 dni, ale oczywiście Phil wykupił bilet na ten sam lot. Nie będzie to już NASZ wyjazd, niestety.  Podziękowałam Philowi za odwiezienie, przytuliłam Angelikę na pożegnanie ( 3 dniowe, ale zawsze :D ) i taszcząc za sobą wielką walizkę poszłam poszukać miejsca odprawy. Odprawa przebiegła bez jakichkolwiek problemów, oddałam walizkę, potem przeszłam przez te bramki, i poszłam kupić sobie jakieś picie i kanapkę w tych lotniskowych sklepach. Popijając kawę i jedząc tą kanapkę przyglądałam się ludziom - rodzinom lecącym na wakacje, zakochanym parom i przyjaciołom  czułam się bardzo samotna, zupełnie tak jak wtedy, gdy byłam w domu dziecka. Pomyślałam, że zadzwonię do mojej mamy, znaczy tej która mnie adoptowała, oczywiście. Ale zaraz.. jest przecież przed 7:00 na pewno śpi. Ja to mam wyczucie czasu- pomyślałam. Uff..  dość tego zasmucania, przyleciał samolot i mamy już się ustawiać do kontroli biletów. Jako, że lecę pierwszą klasą zostałam wpuszczona jako jedna z pierwszych. Będąc już na pokładzie samolotu zamówiłam sobie szampana. Wypiłam ze dwa kieliszki, po czym włączyłam sobie muzykę i zasnęłam. Obudziłam się po 4 godzinach. Ahh jeszcze dwie - pomyślałam po czym włączyłam tableta, by wejść na Facebook'a i pogadać z kimś kogo jeszcze obchodzę. Dostępny był mój młodszy brat tj. syn mojej mamy adopcyjnej. Ma 14 lat i na imię Mike. 

- Ty nie w szkole? - zaczęłam 
- A wiesz, że jest coś takiego, jak informatyka, siostrzyczko.Czy w Tajlandii nie ma czegoś takiego? 
- Ta jasne, wiem. To, że pochodzę z Tajlandii, nie znaczy, że nie wiem co to informatyka. 
A wręcz przeciwnie - większość komputerów itd. Jest wyprodukowane w Azji :), inteligentny braciszku. :) - odpowiedziałam z przekąsem. 
- Ta jasne. 
- A co w domu? Jak tam mama?  
- Normalnie. W domu wszystko w porządku, tylko Alice..
- Co Alice? - zapytałam zaniepokojona. Alice to siostra Mike'a, ma 16 lat. Ona i Mike są jak moje młodsze rodzeństwo.
- Znowu wróciła do tego chłopaka ... - odpowiedział
- JAK TO !? - zapytałam. 
- No, normalnie.. rodzice nie wiedzą co zrobić. Mieli do Ciebie zadzwonić, nie powiedzieli Ci wcześniej, bo nie chcieli psuć Ci wyjazdu na Malediwy, z resztą wiedza, że masz teraz mnóstwo problemów. 
- Ah.. i bez tego mój wyjazd jest już popsuty. Od razu jak wrócę przyjeżdżam do Manchesteru, ok? 
- Tak, pewnie. Ciebie może się posłucha. Ty wiesz jak się z nią dogadać. Muszę lecieć, pa. Miłego wyjazdu :) ! 
- Paa - odpowiedziałam. 

Byłam kompletnie zdołowana.Na wyjazd, który miał mi poprawić humor po zdradzie chłopaka, lecę praktycznie sama, przyleci do mnie tylko potem przyjaciółka cała w skowronkach wraz ze swoim chłopakiem, w dodatku moja młodsza siostra wróciła do chłopaka, który ją kiedyś zmuszał do zażywania narkotyków, potem zdradził i zostawił. Pamiętam jeszcze jak płakała przez niego przez jakieś kilka miesięcy. No cóż.. spróbuję nie myśleć o problemach, może poznam kogoś nowego?

Tak się zamyśliłam, że nawet się nie obejrzałam, a już lądowaliśmy. Wyłączyłam tego tableta i zaczęłam ogarniać się, uczesałam włosy, włożyłam wszystko do torby i ludzie z pierwszej klasy w tym ja zaczęli wychodzić z samolotu. Przejechaliśmy limuzynami przez płytę lotniska, a gdy wyszłam z klimatyzowanego samolotu i szłam do tego samochodu poczułam wielkie uderzające ciepło i mocny, porywisty, lecz gorący wiatr. Tak, jestem wreszcie na Malediwach! - pomyślałam. 
Pierwsi dostaliśmy bagaże, i kilka innych limuzyn porozwoziło ludzi do różnych hoteli. W limuzynie zawożącej do mojego hotelu, oprócz mnie siedziało jeszcze tylko małżeństwo w wieku około 60 lat.. to zapowiada się super impreza z super ekipą! hahahahaha. Z tego co się dowiedziałam nazywają się Anne i Scott, pochodzą z Leicester i przylecieli na Malediwy, by uczcić 40 rocznicę ślubu. Nie ma co, umiem nawiązywać nowe przyjaźnie. Droga do hotelu zajęła jakieś 20 minut. Gdy dojechaliśmy nie wierzyłam własnym oczom. Recepcja, gdzie znajdowały się bary,stołówka itd. była ogromna, przeszklona i bardzo nowoczesna. O ile dobrze usłyszałam jest tam 5 basenów, w tym jeden podziemny połączony ze spa. Pomieszczenia w tym spa wyglądają tak: <klik!>, w dodatku na terenie hotelu jest wielki aqua park z 10 zjeżdżalniami i innymi atrakcjami. Po prostu jak w bajce. Dostałam kartę do dwuosobowego pokoju. Pokoje to były niewielkie, słomiane domki, rozmieszczone wzdłuż morza, mimo niewielkiego i niepozornego wyglądu w środku wydawały się wielkie i baaardzo nowoczesne. Domki są od siebie dość oddalone, gdyż jak to powiedział recepcjonista " dbają o komfort i prywatność wypoczywających ". Domki z zewnątrz: <klik!> i wewnątrz: <klik!>. Rozpakowałam się, ogarnęłam i przebrałam w bardziej letnie ciuchy. Ubrałam:  <klik!> po czym poszłam na obiad na stołówkę. Jadłam sobie spokojnie sama owoce morza, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich ramionach. 
- Cześć, śliczna! - powiedział wysoki brunet, o ciemnej karnacji i brązowych włosach. Tak jakoś dziwnie skojarzyłam go z tym jednym pedałem z One Direction, ale na żywo wydawał się być rzeczywiście ładny. 
- W czymś pomóc? - zapytałam oschle
- W zrozumieniu co tak piękna dziewczyna robi sama na Malediwach? - odpowiedział pytaniem na pytanie z łobuzerskim uśmieszkiem 
- Jeśli chce ci się wysłuchiwać długiej, nudnej i smętnej opowieści o tym jak zdradził mnie chłopak, miałam lecieć z przyjaciółką na Malediwy, ale poleciałam sama, bo znalazła sobie chłoptasia i o tym jak moja młodsza siostra znowu chodzi z chłopakiem, który wcześniej zmuszał ją do brania narkotyków, zdradził a potem rzucił i o tym jak w wieku 5 lat trafiłam do Tajlandzkiego domu dziecka, bo miałam matkę narkomankę i o tym  jak adoptowała mnie angielska rodzina, to zapraszam. - przedstawiłam się chyba z najsmutniejszej i najgorszej strony. 
- A ja mam na imię Zayn, miło mi. Chętnie wszystko wysłucham. A Tobie jak na imię, piękna?  - powiedział ze szczerym uśmiechem
- Sophie, miło mi - pierwszy raz od kilku dni się uśmiechnęłam, ale tak szczerze, czujecie to ? hahahah. 
- To może chodźmy na plażę?
- Jasne - powiedziałam po czym momentalnie wstałam. Zayn złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić. 
Gdy doszliśmy na plażę zauważyłam jak tu pięknie, aż w to nie wierzę. 

- A więc.. Mam na imię Zayn, mam pakistańskie korzenie, pochodzę z Bradford i mam taki zespół - One Direction, znasz może? - zapytał
- Znam i szczerze mówiąc nie przepadam, ale Ty wydajesz się być miły i przede wszystkim baaardzo ładny, a przede wszystkim po moich wypocinach o życiu nie uciekłeś gdzie pieprz rośnie, tylko jeszcze chciałeś ze mną gadać - zaśmiałam się. 
- Ty jesteś śliczna, Sophie. I wydajesz się być bardzo interesująca - uśmiechnął się znowu tym łobuzerskim uśmiechem, który bardzo mi się podoba. 
- Tak w ogóle co sprowadza Cię na Malediwy ? 
- A wiesz, może nie mam ostatnio tyle problemów co Ty, ale za to wraz z Louisem mamy już dosyć kłótni między Niall'em, Liam'em i dziewczyną Niall'a - Lexi. To jest już nie do wytrzymania.. 
- Rozumiem, ale skoro masz dość problemów innych, to po co chcesz ze mną rozmawiać ? - spytałam ściszając ton głosu
Nic nie odpowiedział, tylko uciszył mnie pocałunkiem. 
- Przepraszam.. ja nie chciałem - zaczął się jąkać 
- Nie masz za co przepraszać- powiedziałam po czym pocałowałam go jeszcze raz
Spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał: 
- Poszłabyś dziś razem ze mną i Lou do klubu ? Ma być fajna impreza karaoke 
- Jasne, chętnie poznam Louisa - uśmiechnęłam się 
Przeszliśmy się wzdłuż plaży, rozmawialiśmy przez jakieś 2 godziny, tematy do rozmów nam się nie kończą, w towarzystwie Zayna czuję się wspaniale i zapominam o wszystkim co nas otacza. 
Zayn odprowadził mnie do pokoju, okazało się, że mieszkami zaraz obok siebie. 
- Przyjdę po Ciebie o 20:00, ok? 
- Jasne, będę gotowa - zapewniłam.
Po czym przytuliłam go bardzo mocno, zamknęłam drzwi i zaczęłam się szykować na imprezę. 
________________________________________________________________________________

Co sądzicie? Troszkę mi zajęło napisanie go, i jest dość długi, następny będzie lepszy i będzie w nim mniej zasmucania Sophie. haha :D xoxo .